poli11misia12
poli11misia12.blog.interia.pl
<< Lipiec 2014
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
Księga gości
 
O mnie
poli11misia12
Janowiec Wlkp.
Słówko o mnie
Nazywam się Paulina mam 11 lat.Interesuje się czarną magią,duchami,wampirami,zdarzeniami nadprzyrodzonymi itp.
Zobacz mój profil
Nocie
Troszke foci;-) 2007-08-20
Jesion 2007-08-09
W starym miasteczku nieoznaczonym na mapie w osiemnastym wieku na szubienicę przyprowadzono czarownicę. Sędzia skazał ją na śmierć ponieważ praktykowała czarny, które w tym czasie były niedozwolone i karano za nie albo przez utopienie, skalenie na stosie albo powieszenie. Ale zacznijmy od samego początku. Wszystko zaczęło się w 1756 roku. Bogaty mężczyzna o imieniu sir Marco mieszkał w wielkim domu niedaleko lasu. Pewnej nocy budził się słysząc jakby ktoś piłował drzewo. Jego pokój wychodził na ogród w którym rósł jesion. Zobaczył tam starą kobietę nazywaną w miasteczku Czarownica z Bettler. Piłowała ona gałąź jesionu. Sir Marco wstał z łóżka i zbiegł na dół po czym wparował do ogrodu wściekły. Jednak nic nie zobaczył oprócz skaczącej po drzewie jesionu wiewiórki. Czy była to na pewno wiewiórka? Nie wiedział do końca. Było ciemno i widział jedynie kontur zwierzęcia. W pewnym momencie uświadomił sobie, że to zwierze nie ma czterech odnóży lecz więcej. Ale nie zainteresował się tym bardziej. Rano sir Marco nie zjawił się na śniadaniu o 10:00. Służba otworzyła drzwi jego pokoju lecz go w środku nie było. Okno było otwarte a gałęzie jesionu wchodziły do środka. Nikt nie potrafił wyjaśnić zniknięcia Sir Marca. Jednak po pewnym czasie dość długich poszukiwań straż królewska trafiła do domku czarownicy. W środku znaleźli piżamkę należącą do sir Marca. Czarownica została skazana na śmierć. Po stu latach do wielkiego domu w 1856 wprowadził się spadkobierca sir Marca, Ludwik. Mieszkał w domu przez 2 lata podczas, których nic się nie wydarzyło aż do pewnego dnia. Ludwik obudził się zalany potem w środku nocy. Słyszał gałęzie jesionu trzaskającego o okna. Na dworze była wichura. Zamknął oczy ale w pewnym momencie poczuł jakby coś chodziło po jego nogach na kołdrze. Otworzył oczy jednak nic nie zobaczył. Usłyszał ciche skrobanie ale nie były to gałęzie jesiony lecz coś innego. Nie potrafił tego dokładnie wyjaśnić. Na następny dzień Ludwik spodziewał się sędzi i jego podopiecznych. Przybyli punktualnie o 12:00. Ludwik rozpoczął budowę za domem gdzie znajdował się nie poświęcony cmentarz. Przenoszono groby i w śród nich znaleziono trumnę czarownicy z Bettler. Jednak gdy ją otworzono nic w środku nie znaleziono. Trumna była pusta… Pomyślano, że to cmentarne hieny porwały ciało sto lat temu do jakichś badań więc zanadto się tym nie przejmowano. W nocy Ludwik ponownie nie potrafił zasnąć. Słyszał znowu te potworne skrobanie w okno. Rano w łóżku nie znaleziono jego ciała a okno było otwarte. Do koła łóżka zebrał się sędzi i jego podopieczni. Wszyscy próbowali wyjaśnić zniknięcie Ludwika. Nagle na drzewie jesionu zauważono kota, który patrzał się do dużej dziury w drzewie, którą wyżłobiły lata. Niespodziewanie gałąź pod kotem się zarwała. Kot wpadł do środka otworu. Wszystkich w tym momencie ogłuszył przeraźliwe piski i mruczenie biednego zwierzęcia. - W tym drzewie musi znajdować się odpowiedź – Powiedział sędzia mając na myśli, że tam może znajdować się odpowiedź dotycząca zniknięcia Sir. Marco i Ludwika. Przyniesiono drabinę. Ogrodnik wspiął się z lampką oliwną na górę i spojrzał do otworu. Nic nie dostrzegł. Spóźnił lampę na dół. W tej chwili zobaczył poruszające się tam włochate kształty. Nagle lampa wpadła do środka a ogrodnik spadł z drabiny. Po paru chwilach zaczęło się dymić z otworu. - Lampa podpaliła spróchniałe drzewo – Powiedział sędzia odsuwając się od drzewa, które po paru chwilach stanęło w płomieniach – To co tam siedzi musi zaraz zostać wypłoszone przez dym i ogień – Miał rację. Po chwili na gałęzi pokazało się włochate stworzenie o siwych włosach o ośmiu odnóżach. Jednak po chwili ponownie wpadło do dziury. Sędzia popędził po strzelbę. Ogrodnik po chwili uczynił dokładnie to samo. Co jakich czas z dziury wychodziły te okropne stworzenia. Ogrodnik i sędzia strzelali do nich aby nie uciekły. Gdy drzewo dogasało stworzenia przestały wychodzić. - Wszystkie są martwe – Powiedział ogrodnik podchodząc do jednego ze zabitych zwierząt. Oznajmił, że nie było to zwierze. Na pierwszy rzut oka przypominało pająka, dużego i włochatego wielkości ludzkiej głowy o siwych włosach okrywających jego ciało. Gdy sprzątano spróchniałe i spalone drzewo pod jego korzeniami znaleziono ciało starej kobiety sprzed 100 lat o siwych włosach.. Była doskonale zachowana i nawet czas nie zdołał jej ciała rozłożyć. Jedyne jakie wyjaśnienie przyszło na myśl sędziemu i to to, że nad domem sir Marca krążyła klątwa czarownicy z Bettler zapieczętowana przez stary jesion, który gromadzi w sobie złe moce i był ich domem
Skrzynia 2007-08-09
Już od dawna grupka przyjaciół planowała, aby w wakacje wybrać się w podróż jachtem. Kilka dni przed wypłynięciem matka jednej z dziewczyn, która była archeologiem zmarła, lecz na łożu śmierci powiedziała córce, że kiedy popłynie w rejs, ma zabrać ze sobą skrzynkę, którą znalazła w wykopaliskach i dostarczyć ją do muzeum w Scotland, a tam właśnie miała zakończyć się podróż. Dziewczyna nie wiedziała, co jest w owej skrzynce, ale wiedziała, że musi dostarczyć tam gdzie jej kazano. Wreszcie nadszedł dzień wypłynięcia. Lecz już na początku rejsu działo się coś dziwnego. Jeden z chłopców bardzo źle się poczuł, ale nie wrócili do domu, przecież mogła to być zwykła choroba morska. Płynęli sześć dni, a z dnia na dzień uczestnicy załogi czuli się coraz gorzej. Byli bladzi, zmęczeni, wszystko ich bolało i źle widzieli, ale mimo to jakoś dopłynęli do Scotland. Od razu dziewczyna, która miała oddać skrzynkę poszła do muzeum. Wręczyła ją dyrektorowi muzeum, po czym na jego oczach przewróciła się i straciła przytomność. Kilka dni później już nie żyła. Reszta załogi coraz gorzej się czuła, po czym też zmarli na dziwną chorobę. Nikt nie wiedział, co się im stało i dlaczego umarli. Być może przyczyną tego była tajemnicza skrzynka, a raczej jej zawartość, która teraz stała w muzeum w Scotlandzie. W pudle był posążek aramejskiego bóstwa śmierci i morderstwa. Ten fakt sam mówi za siebie, czy osoby odwiedzające muzeum też mogą umrzeć? Być może tak
Niemowle 2007-08-09
Około godziny 23 mężczyzna jechał w trasę autem towarowym. Było już bardzo ciemno, środek jesieni, mokre, śliskie drogi. Przy lesie zauważa postać młodej kobiety. Podjeżdża do niej i pyta co ona robi o tej porze przy lesie. Na to ona "chce jechać na grób, położyć kwiaty" mężczyzna zaskoczony odpowiedzią, którą usłyszał z jej sinych ust, zaprosił kobietę do środka. Usiadła na tylnim siedzeniu i nic nie mówiła, gdy dojechali do pobliskiego cmentarza kobieta wysiadła. Mężczyzna w trosce o jej bezpieczeństwo stwierdził, że na nią poczeka. Kobieta znikła w ciemności. Długo nie wracała, wiec mężczyzna wysiadł z auta i postanowił jej poszukać. Znalazł kwiaty, które trzymała ona w ręku na grobie młodej kobiety. Z grobu wydobywał się dziwny odgłos, jakby płacz, płacz dziecka. Płacz dziecka był nie do zniesienia lecz uwagę mężczyzny przykuł krzyż znajdujący się na grobie. Pod nim było położone zdjęcie kobiety, która położyła te kwiaty na tym grobie. Mężczyzna się przeraził, postanowił otworzyć grób. Trumna była dębowa, mocna i zakrwawiona. Płacz dziecka wydobywał się z jej wnętrza. Mężczyzna szybkim ruchem ręki otworzył klapę. We wnętrzu trumny znajdowały się rozkładające zwłoki młodej kobiety, a na ciele leżało płaczące dziecko. Mężczyzna postanowił zadzwonić na policje. Wyciągnął komórkę...wybił numer i... nagle kobieta leżąca w grobie wstała! Wyrwała mężczyźnie komórkę. Mężczyzna był przerażony nie wiedział co ma robić. Myślał, że to zły sen lecz poczuł jakiś ból jak by ktoś wbijał mu się w szyję. To kobieta wbiła mu swoje wielkie i czerwone od krwi zęby. Mężczyzna padł na ziemie, a ona nakarmiła nim małe dziecko, które tak płakało...
Hitler 2007-08-09
Kinga, Rafał, Marta, Marcin i Bartek są przyjaciółmi. Pewnego deszczowego dnia bardzo im się nudziło, więc postanowili umilić sobie czas wywołując duchy. Wzięli świeczkę, talerzyk, na którym umieścili świeczkę i jakąś starą grubą książkę. Następnie poszli do piwnicy, gdyż uznali, że będzie tam dobre miejsce. Wzięli i rozłożyli sobie koc na podłodze, następnie usiedli w kółku, a w środku kręgu, który tworzyli ustawili talerzyk ze świeczką. Zgasili światło, złapali się za ręce zaczęli wywoływać ducha Adolfa Hitlera. Świecąca się w środku okręgu świeczka zgasła. Otworzyło się okno, zawiał wiatr... duży wiatr. Na korytarzu piwnicy słychać było jakieś jęczenie! Wszyscy byli przestraszeni. Nagle ktoś zapukał. Wszystkim serce zaczęło podchodzić do gardła! Jedynie Rafał miał dość odwagi żeby wyjść na zewnątrz... Otworzył drzwi... nagle do pomieszczenia, gdzie wszyscy się znajdowali wpadł duch, przewracając Rafała! Był to duch Hitlera! Pochłonięty złością, że ktoś narusza jego spokój zadaje pytanie: "Po co mnie tu wezwaliście?" ; "My nie chcieliśmy nic złego. My tylko..." - wydukała Kinga. Nie zdążyła dokończyć zdania, a duch zniknął. Jeszcze tej samej nocy duch pojawił się każdemu z tych osób w domu, powiedział im, że zginął! Rzeczywiście tydzień później w gazetach: "Piątka przyjaciół zginęła w dziwnych okolicznościach.. ."
Mydło 2007-08-09
Rihianna i Izzy kłócili się coraz częściej. Były to drobne rzeczy ale małe kłótnie przeradzały się w awantury. Zdarzało się, że dochodziło do rękoczynów. Ale górą zawsze był Izzy. Rihianna starała się i robiła co może tylko żeby nie zdenerwować męża. Tego dnia Rihianna gotowała obiad w kuchni. Nóż wyśliznął jej się z ręki. Kobieta zadała sobie nim głęboką ranę. Palec krwawił i zalewał wszystko. W tym czasie do kuchni wszedł Izzy domagając się obiadu. Gdy spostrzegł, że go nie ma zaczął wyzywać żonę. Ona powstrzymywała swoją złość i tamowała krew z rozciętego palca. - Słuchaj mnie jak do Ciebie mówię! – Kobieta zaczęła płakać – Jesteś do niczego. Marnuje sobie tylko z tobą życie. Nic nie warta pokrako. - Daj mi spokój! – Krzyknęła – Ne widzisz, że się zraniłam? - I co z tego? Nie takie miałem razy. Nie umrzesz od tego. - Ale to boli i krwawi! - To weź plaster – Rihianna wzięła bandaż i jakoś zatamowała krew. Dwa dni później ściągnęła plaster i bandaż. Kawałek skóry wraz z mięsem odszedł wraz z plastrem. Kobieta zaczęła piszczeć z bólu. Była spanikowana. Rana się nie goiła. Była z głęboka i wdało się zakażenia. - Nie pojedziesz do szpitala – Mówił mąż – To nie jest nic groźnego! Tylko panikujesz – Nie chciał jej nigdzie zawozić. Następnego ranka Izzy obudził się pierwszy. Zaczął szturchać żonę, że powinna wstać pierwsza ale ona jednak nie budziła się. Jej ręka zwisała bezwładnie z łóżka. Rihianna miała otwarte oczy ale nie mrugała nimi. Izzy przestraszył się. Zakrył ciało pod kołdrą i zaczął chodzić tam i powrotem po pokoju. Dzwonić na policję? Myślał. Nie! Oskarżą go o morderstwo. Ale przecież on jej nie zabił. Nie mają żadnych dowodów bo takowe nie istnieją. Wykręcił numer 997 ale linia była zajęta. To samo po chwili sygnał urwał się. Telefon nie działał. Nie! Nie zadzwoni… Pozbędzie się ciała. Ułożył żonę na dywanie i zawinął. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. - Tak słucham? – Krzyknął z pokoju. - Poczta – Odetchnął z ulgą. Odebrał jakąś paczkę po czym położył ją na ladzie i zaczął podnosić dywan ze zwłokami. Jak je wyniesie? Jak go ktoś zobaczy? Wyrzuci ciało przez okno ale wcześniej podjedzie autem. Podjechał autem na tył bloku. Poszedł na górę i zrzucił zwłoki w dywanie. Uderzyły z gruchotem o asfalt. Rozejrzał się po oknach czy nikt nie patrzy. Nikt nic nie widział i nikogo nigdzie nie było. Zbiegł na dół. - Cześć Izzy! – To Teyllor. Kumpel z pracy – Co tam masz? - Nie nic! – Powiedział. Na czole pojawiły się mu kropelki potu – Wywożę dywan do pralnie. - A jak tam Rihianna? - Poszła eee… - Zastanowił się – Poszła do koleżanki. - Nie wiesz kiedy będzie? Mam do niej pewna sprawę. - Nie wiem idź już bo mam dużo zajęcia – Z ulgą patrzał jak Teyllor odchodzi. Zapakował dywan do wozu i odjechał. Na światłach zastanawiał się co zrobi. Już wiedział. Udał się do fabryki mydła gdzie pracował. Była sobota więc fabryka była zamknięta. Wjechał do środka i zaparkował. Wniósł ciało do budynku. Uruchomił maszyny i wszedł na górę po schodach do wielkiego bębna. Tak! Tutaj wrzuci jej ciało. Odwinął je najpierw w dywanu i uniósł. Oczy miała otwarte więc je zamknął ale one znowu się otwarły. Miał przy sobie taśmę więc je zalepił. Nie chciał żeby patrzała na niego jak wrzuca ją do wielkiej maszyny mielącej. Nacisnął guzik. Ostrza w maszynie uruchomiły się. - Żegnaj – Powiedział i wrzucił ciało do środka. Ostrze w szybkim tempie zmieliły ciało Rihianna. Pozostała już tylko wielka czerwona miazga, która przez maszynę szła dalej. Była poddawana kolejnym obróbką i następnym i jeszcze następnym. Na końcu maszyny zaczęły wychodzić czerwone kostki mydła – Kochanie chyba się nie pogniewasz jak zabiorę Cię do domu? – Zaczął się śmiać. Wziął kostki mydła i pojechał do domu. Kiedy wszedł do mieszkania udał się do łazienki. Rozebrał się i włączył prysznic. Wziął jedną z kostek mydła i zaczął się myć. Najpierw twarz a potem reszta ciała. Piana była czerwona. Nagle zaczęła go szczypiec twarz. Opłukał ją pod bieżąca wodą. Ale ona szczypać nie przestawała. Niespodziewanie po którymś myciu spostrzegł, że wraz z woda popłynął kawałek jego skóry. Spojrzał do lustra. Włączył wodę w umywalce i starał się oczyścić krew z siebie, która nałożył myjąc się mydłem. Ale ona nie schodziła. To była jego krew! Kawałki skóry zaczęły odpadać. Potem skóra z reszty ciała. Rozpuszczał się jakby ktoś polał go kwasem. Stał, patrzał w lustro. Jego twarz była poszarpana dotknął jej ale mięso przylepiło mu się do palców. Widział wszystkie żyły a później kości. Upadł, wpadając pod prysznic. Po pewnym czasie nie zostało z niego nic…
Piątek 13 2007-08-09
Myślisz, że wywoływanie duchów w piątek 13 to świetna zabawa? Owszem ale tylko dla tych którzy się na tym znają i wiedzą co robić w dziwnych sytuacjach. Niby nic się strasznego nie może stać bo duchy nie istnieją. Ale czy na pewno? Ten kto się nie boi może bardziej na tym cierpieć niż ten kto ze strachu ucieka. Były takie cztery osoby, które nie bały się niczego. Uważały, że nic nie może im się stać. Pierwszą z nich była Lisa. Długowłosa brunetka o ciemnych oczach. Druga to Rose, blondynka bez poczucia humoru. Wyglądała zawsze jak lalka barbi. Trzecią osobą był Alex. Chłopak za którym latała duże grupka dziewczyn a kolejną osobą był Gareth jego najwierniejszy przyjaciel i towarzysz. Wszyscy chodzili do jednej klasy 2 gimnazjum. Pewnego dnia a wydarzyło się to w piętek 13 postanowili wywoływać duchy. Myśleli, że to świetna zabawa dla wszystkich. Umówili się w domu Lisy ponieważ w tym czasie jej rodziców nie było. Jej dom to była duża willa na stoku góry z widokiem na całe miasto. Nagle do drzwi rozległ się dzwonek. Lisa zeszła i otworzyła duże białe drzwi. Na progu stał listonosz. Zdziwiona wzięła od niego przesyłkę i otworzyła kopertę. W środku jednak była tylko kartka z napisem: NIE BAWCIE SIĘ W TAKIE RZECZY SMARKACZE. Dziewczyna zignorowała wiadomość. Dzwonek do drzwi rozległ się ponownie. - Siema – To był Alex, Gareth i Rose. - Macie potrzebne rzeczy? – Zapytał Lisa i w tym momencie Alex wyjął zza pleców duży pełen jakichś rzeczy plecak – Dobra chodźcie – I wpuściła ich do środka. Weszli do dużego okrągłego pokoju, który służył jako sala balowa. Na środku ustawili planszę z liczbami i alfabetu oraz z napisami. Piekło, niebo, czyściec, inne miejsce oraz tak, nie, nie wiem… Służącej do kontaktu z duchem. Na dworze było już ciemno. Ale i tak dla uzyskania większego efektu zasłonili zasłony i w całym pokoju ustawili zapalone świece. Siedli na środku, chwycili się za ręce i zaczęli. - Duchu… Właśnie jakiego ducha wywołujemy? – Przerwał Alex… Wszyscy zastanowili się chwilę. - Niech będzie Stalin… - Nie – Zaprzeczyła Lisa – Nie ma takiego efektu skoro on mówi po Rosyjsku. Mam lepszy pomysł. Mama opowiadała mi kiedyś historię tego domu, która mówiła, że została tutaj zabita dziewczyna o imieniu Rebeca. Rodzice ją zabili. Może ją przywołamy? W końcu jesteś w miejscu gdzie ją zabito – Uśmiechnęła się gdy wszyscy się zgodzili. Więc Lica zaczęła: Mała Rebeco słyszysz nas? Jeśli tak to porusz kamieniem na tarczy – Wszyscy patrzeli na kamień umieszczony na środku tarczy, który nawet nie drgnął. - To nie ma sensu – Powiedziała Rose. - Zamknij się – Rzekł Alex – Lisa powtórzmy to jeszcze parę razy… - Mała Rebeco słyszysz nas? Jeśli tak to porusz kamieniem… Mała Rebeco jesteś w śród nas? Jeśli tak to porusz kamieniem… - W pewnym momencie drzwi zaczęły się powoli uchylać – Weszła – Powiedziała Lisa spokojnie patrząc na przerażone twarze swoich przyjaciół – Mała Rebeco jeśli jesteś wśród nas porusz kamieniem – I w tym momencie kamień delikatnie podskoczył do góry – Już jest tutaj. - Ładna sztuczka – Uśmiechnęła się Rose – Kto tym steruje? - Cicho bądź głupia – Uspokoiła ją Lisa – Mała Rebeco wybaczasz nam, że cię wezwaliśmy? – Kamień poruszył się i zaczął powoli przesuwać na pole NIE WIEM – Mała Rebeco… - Ale za nim Lisa dokończyła kamień zaczął się przesuwać po kolejnych literach… P…O C...O M…N…I…E W…E…Z…W…A…L…I…Ś…C…I…E? - Chcemy a tobą porozmawiać – Powiedziała Rose – Kamień znowu zaczął się poruszać D…O…B…R….Z…E W…I…E…C S…Ł…U…C…H…A…M. - Skąd przybyłaś do nas? – Powiedział Gareth: Kamień przesunął się na pole z napisem INNE MIEJSCE - Jakie to miejsce? – Powiedziała Rose. S….T…Ą….D - Jaśniej możesz? – Powiedział Alex. Z T…E…G…O D…O…M…U - Miło nam, że przyszłaś z nami porozmawiać – Rzekła Rose i w tym momencie na ramieniu poczuła czyjąś rękę, lodowatą i zimną. Podskoczyła do góry i pisnęła. C…Z…E…G…O S…I…E B…O…I…S…Z? - Przestraszyłaś mnie… C…H…C…I…A…Ł…A…M C…I T…Y…L…K…O P…O…D…Z…I…Ę…K…O…W…A…Ć - Przepraszam… Jak zginęłaś? S…P…A…Ł…A…M - Zabili cię rodzice! – Powiedział Gareth N…I…E - Zabili cię gdy spałaś… N…I…E…P…R…A…W…D…A… W tym momencie kilka świeczek w głębi pokoju zgasło… Przyjaciele ujrzeli w mroku jakiś błysk i widzieli jak cos się tam porusza. - Dobra Lisa przestań to nie jest już śmieszne – Powiedziała Rose. - Ale przecież nic nie robię – Upierała się dziewczyna. - Kto z was próbuje nas nabrać! – Wstała. - Ja nie… - Powiedział Gareth patrząc w ciemny kont. - Ja też nie… - Rzekł po chwili Alex. - W takim razie… - To coś tutaj jest naprawdę… - Dokończyła Lisa – Mała Rececko przepraszamy cię za to. A C…O W…I…E…C…I…E N…A T…E…N T…E…M…A…T - Tylko tyle, że zamordowali cię rodzice. O…N…I T…E…G…O N…I…E Z…R…O…B…I…L…I - Niech będzie tak ja ty uważasz ale dlaczego zgasiłaś świeczki? B…O…J…Ę S…I…Ę Ś…W…I…A…T…Ł…A - Możesz się nam ukazać? – Powiedział Gareth. Kamień przesunął się na słowo TAK – Takim razie to uczyń. Wszyscy ze strachem patrzeli w ciemny kont z którego zaczęła wyłaniać się postać małej dziewczynki. Nie była wcale taka mała. Miała z niespełna 14 lat. Ubrana była w białą piżamę. Jej długie czarne włosy zakrywały połowę twarzy. - Nikt nigdy nie chciał żebym się mu ukazała – Powiedziała tym razem a nie przesuwała kamieniem po planszy. - Mam nadzieję, że nie zakłócamy twojego spokoju – Dziewczynka spojrzała na Lise. - Nikt go nie zakłóca bo ja nie mam spokoju… Cały czas tkwię w tym domu z którego nie mogę wyjść… - Jak możemy ci pomóc? – Powiedział Gareth. Rebeca z zaciekawieniem spojrzała na niego. - Mi nie da się pomóc… - Musimy cię odwołać… - Rzekła Lisa. - NIE! – Krzyknęła – Nie wolno wam. - Dlaczego? – Zdziwił się Alex. - Bo trafię do piekła… - Ale nie możemy cię tutaj zostawić… Dziewczynka zaczęła się śmiać. - To ja was nie mogę tutaj zostawić… - Spojrzała na Alexa. - Co masz na myśli? - Musicie zginąć… - Mała Rebeco odwołujemy cię – Zaczęła mówić Lisa a w jej ślady poszła cała reszta – Mała Rebeco odwołujemy cię. - I myślicie, że to coś da? Jesteście w błędzie. Rebeka podeszła do Rose po czym wbiła jej od tyłu rękę w kark. Jednym pociągnięciem wyrwała jej kręgosłup. Rose padła na ziemię. Przerażeni zaczęli uciekać. Pobiegli do wyjścia ale drzwi były zamknięte. Próbowali otwierać okna ale na próżno. - Nie uciekniecie mi – Powiedziała dziewczynka wchodząc do dużego i okrągłego przedpokoju gdzie na środku stała trójka przyjaciół. Rebeca miała dłonie i piżamę umazaną we krwi. Sunęła do niech powoli nie dotykając swoimi bosymi stópkami podłogi. - Czemu to robisz? – Zawołała Lisa – Zabiłaś Rose – Zaczęła płakać. - Nie zadziera się z duchami a szczególnie z tymi złymi – Była już pół metra od nich. Przestała się przesuwać. Zakrwawioną dłonią chwyciła szyję Gareth. Chłopak uniósł się nad podłogę i zaczął wierzgać nogami dusząc się. Lisa próbowała uderzyć ducha w rękę ale jej ręka przechodziła przez jej. Nie umiała jej dotknąć. Zaczęła wyrywać Garetha, który zrobił się cały czerwony. Lisa i Alex nie dawali rady uratować Gareth który po chwili martwy padł na podłogę. Rebeca spojrzała na Alexa i dwa palce wbiła mu w oczy po czym skręciła mu kark. - Ty demonie! – Zaczęła płakać Lisa – Zabiłaś go! Zabiłaś ich! – Pochyliła się nad Alexem i położyła sobie jego głowę na kolanach. - Aż tak się tym przejmujesz? Twoje serce jest puste. Bez żadnego strachu, emocji. Tak nie może być – Powiedziała Rebeca. Nagle zamek w drzwiach zaczął się przekręcać. Lisa odwróciła głowę w kierunku ich i do środka weszli jej rodzice. Gdy dziewczynka odwróciła głowę powrotem ducha już nie było. Z jej kolan zniknął Alex jak i Gareth, który chwilkę temu leżał obok martwy. - Co ty Lisa wyrabiasz tutaj zapłakana na kolanach – Powiedziała matka próbując pomóc córce wstać. - Nic przewróciłam się – Przez chwilę Lisie wydawało się, że to tylko był sen. - Idź już spać – Dziewczynka poszła na górę i od razu wskoczyła do łóżka. - Co zrobiłaś z ich ciałami? – Powiedziała gdy na jej łóżku usiadła Rebeca. - Nic są tutaj spójrz pod łóżko – Lisa nachyliła się i podniosła prześcieradło. Trzy leżące obok ciebie ciała jej przyjaciół – Jeszcze nie rozumiesz? – Powiedziała Rebeca. - Nic nie rozumie! Zabiłaś ich dlaczego mnie nie zabijesz? - Bo nie chcę… A ich dusze mi są potrzebne aby zabrały mnie i pokazały drogę do nieba. - Ty na niebo nie zasługujesz. Powinnaś się smażyć w piekle. - Ha ha ha… Nie będę się smażyć – Lisa spojrzała na nią – Wyjrzyj przez okno – Lisa spojrzała i spostrzegła, że widzi swoich przyjaciół trzymających się za rękę. Na chwile odwrócili się do niej. Lisa uśmiechnęła się. Nagle spostrzegła biegnącą w ich kierunku dziewczynę w białej sukni. To była Rebeca. Lisa usiadła na łóżku. Spojrzała pod nie ale ciał już nie było. Wykręciła numer Alexa w słuchawce odezwała się jego mama. Lisa poprosiła chłopaka ale jego matka stwierdziła, że jeszcze go nie ma. Tak samo było u Rose i Gareth. - A więc odeszli… - Powiedziała cicho.
1000lat 2007-08-09
- Nie możesz tam iść! - Powiedziała przerażona Caro zatrzymując swojego brata przed wejściem co grobowca. Andre i Caro wybrali się na spacer. W pewnym momęcie zobaczyli na cmentarzu jakiś grobowiec i Andre postanowił zobaczyc co w nim jest. Nie powinno się go za to winić miał niespełna 10 lat za to jego siostra była od niego o 2 lata młodsza. - Dlaczego? - Bo tam może być coś złego... - Dziewczynka się rozpłakała. - Przestań Caro. Wejdę, zobacze i wyjdę napewno nic mi nie będzie. Ty zaczekaj tutaj aż nie przyjdę - Powiedział po czym wszedł do dzió(u)ry w grobowcu. Caro siedziała i czekała. Mijały minuty a Andre dalej nie było. Minęła godzina zdenerwowana Caro wstała i podszedła do otworu. - Andre! Jesteś tam? - Zawołała. Po ścianach grobowcach odbiło się echo. Nikt jej nie odpowiedział. Postanowiła wracac do domu i przyprowadzić tutaj rodziców. Odwruciła sie i wpadła na jakąś kobietę w czarnych długich włosach. - Co jest kochanie? Co ty tutaj robisz? - Mój braciszek... Andre wszedł i nie wyszedł. Musze iść po tatusia. - Nie kochanie. Wejdziemy razem i zobaczymy co się stało z twoim braciszkiem w porządku? - Caro pokiwała twierdząco głową. I razem z kobietą wszedła za ręke do grobowca. Zeszły po schodach prowadzących na dół. Powoli robiło się coraz jeśniej. W końcu wszedły do centrum krypty. Caro zamarła. Na środku stał wielki kocioł z z sufitu zwisał jej wbrat powieszony za nogi. Jego rece bezwładnie zwisały na dół. Po jego dłoniach, twarzy spływała krew i skapiwała do kotła. W krypcie było około 20 osób wszystkie oczy skierowały się na Caro i tajemniczą kobietę. - Przyprowadziłam następczynię - Powiedziała i popchnęła Caro do przodu. Dziewczynka popatrzała na tłum a potem zaczęła uciekać, ale drogę zagrodziły jej stworzenia o wystających z buzki kłach. - Nie uciekaj malutka - Powiedział jakiś męzczyzna i zbliżył się do nich - Ona jest idealna. Chwycili Caro za ręce i nogi i położyli na ziemi przypinając łańcuchami chamującymi jej wierzganie. - Nadszedł czas - Powiedziała tajemnicza kobieta, która ją tutaj przyprowadziła - Dzisiaj właśnie bowiem przypada co tysiącznego cylu wampirów. Właśnie dzisiaj musimy złożyć ofiare z niewinnej istoty królowi wampirów, który rząda jej co 100 lat. Jesteście gotowi? - Wsszyscy padli na kolana i zaczęli wyśiewywać ,,Przybądż panie... słowa dotrzymaliśmy... składamy w ofierze... twojemu majestatowi... ofiare" po czym wstali i ułożyli się w pół okręgu. Na jednej ze ścian w której tkwiła jakias trumna zaczęła sie poruszać. Otworzyła się klapa. Wyszedła z niej jakaś istota. Ni człowiek ni wampir. Wyglądał jak żywy trup w stanie zaawansowanego rozkładu. Zbliżył się do Caro. Z jego buzi wysunęły się dwa kły, które po chwili wbiły się w szyję dziewczynki. Rozdar jej szyje całkowicie tak, że w jej ciele nie pozostała ni jedna kropla krwi. Jedna z osób zanużyła gawłązkę w kotle z krwią Andre i pochlapała nią trupa. Trup wstałi wrócił do swojej trumny. Na następny dzień szukano dzieci, ale nikomu nie przyszedł pomysł do głowy żeby szukać ich w grobowucu. Pamiętaj co tysiąc lat wampiry poszukują ofiary dla swojego władcy. Musisz uważac żeby nie być następnym...
Dlaczego? 2007-08-09
W pewnym, spokojnym miasteczku-Dreenstage, żył bardzo młody i przystojny fotograf. Miał swój salon, w którym odbywały się sesje do magazynów. Jego dziewczyna-Mandy- była śliczną, niebieskooką blondynką o długich nogach, była modelką. Tak się złożyło, że właśnie miała sesję do luksusowego magazynu w salonie Petera. Na obrotowym kole powbijane były noże. Peter kazał Mandy pozować z tym kołem. Kiedy nacisnął przycisk aparatu, metalowe koła, które mają przytrzymywać ręce i nogi zacieśniły się na ciele Mandy. -Co ty robisz?-zapytała. -Ja? Nic. Pamiętasz tajemniczego mordercę?-odpowiedział Peter. -Tak-Mandy się bała. -To ja. Zdziwiona? -Ale dlaczego? Dlaczego ja? -Dlaczego? Nie wiem. Podobasz mi się.-Peter wyciągnął siekierę. -Peter ale ty mnie kochasz...-Mandy nie dokończyła. Siekiera trafiła prosto w jej gardło. Jej bezwładna, odcięta głowa upadła na ziemię. Jej oczy były otwarte tak samo jak usta zupełnie jakby chiała cos powiedzieć. Peter posprzątałciało a następnego dnia ogłoszono zaginięcie Mandy. Miesiąc później w rocznicę śmierci Mandy gdy sprawa ucichła Peter zamykał salon po skończonej sesji. Nagele zobaczył postać krążącą po korytarzu. -Zamykamy. Proszę wyjść. -Czekałam na ciebie-odpowiedziała postać. -Znamy się?-odpowiedział niepewnie Peter. -Już mnie nie pamiętasz? NIe pamiętasz co stało się miesiąc temu?- postać zbliżyła się i Peter zobaczył że to Mandy. Trzymała swoją głowęw rękach. -A...ale c..co t..ty t..tu r..robisz? -Jak to? Przyszłam cię zabić? I nie pytaj dlaczego. Po prostu. Duch Mandy ociął głowę Petera i wyszedł z salonu już nie z jedną głową w rekach ale z dwiema. Gdy się oddalał salon stanął w płomieniach. Uznano to za awarię centralnego ogrzewania. Ale czy na pewno? Uważaj!! A może ty będziesz następny?
Weterynarz 2007-08-09
Pewnego dnia dziewczyna wrociła do domu ze szkoły. Jako iż była dość głodna zaczeła sobie robić kanapkę. Nagle usłyszala jakiś dziwny odgłos dochodzący z piwnicy. Była sama, był środek dnia. Na podwórku bawiły się dzieci, więc postanowiła sprawdzić co się dzieje. Powoli zeszła po schodach a jej oczom ukazał się jej psiak (doberman), który usiłował złapać oddech. Wyraźnie się dusił. Totalnie przestraszona zbiegła po schodach , wzieła go na ręce i wyniosła przed dom. Następnie poszła z nim do weterynarza. Lekarz tylko popatrzył na zwierzę i zadecydował, że nie ma wyjscia potrzebna jest operacja tchawicy. "Uwierz mi"-powiedział -" Nie chcesz tego ogladac. Lepiej wróć do domu, odpocznij. A ktoś z kliniki zadzwoni, gdy już będzie po wszystkim, żebys odebrala psa". Dziewczyna wrociła do domu a kiedy zbliżała się do drzwi słyszala dzwoniący telefon. Kiedy odebrała, zdziwiła sie słyszac głos weterynarza: "Natychmiast wyjdź z domu!!!"-powiedział-"Twój pies dusił się bo połknął ludzki kciuk. A ktokolwiek jest właścicielem tego palca może cały czas być w domu!!!"
Opiekunka 2007-08-09
Była pewna dziewczyna. Miała ona zaopiekować się dziećmi swojej sąsiadki, ponieważ ona musiała pilnie wyjechać. Dzieci była czworo: Megan, Jeniffer, Susan i Tom. Był już wieczór, Sandra (tak miała na imię ta dziewczyna, opiekunka) siedziała sobie w salonie i czytała książkę. Dzieci były na górze w swoim pokoju, i się bawiły. Nagle zadzwonił telefon. Sandra podniosła słuchawkę, a w niej usłyszała: - Idź do dzieci. Pomyślała, że ktoś sobie robi jakieś żarty, bo przecież wiele osób widziało, że wchodzi do tego domu. I 15 minut telefon znów zadzwonił: - Idź do dzieci. Sandra niewzruszona czytała dalej. Po następnym kwadransie usłyszała znów dźwięk dzwoniącego telefonu: - Idź do dzieci. Sandra się troszkę przestraszyła. Rozumiała, że ktoś móg sobie z iej robić żarty, ale żeby tak długo? Przestraszyła się na dźwięk telefonu: - Idź do dzieci! Sandra dalej czytała. Jednak telefon znów zadzwonił: -Idź na górę!!! Zlękniona, zadzwoniła na policję. Jak przyjechał radiowóz, policjant zaproponował aby jednak poszła na wszelki wypadek sprawdzić co z dziećmi.Poszła. Zastała ich martwe ciała na podłodze. Policjant wyjaśnił jej: - To było zbiore morderstwo. Za każdym razym po telefonie mordował jedno z dzieci. Na to Sandra: - Ale...te..telefon dzwonił 5 razy, a dzieci było czworo... - Bo ten piąty był na Ciebie...
Las 2007-08-09
Pewnej nocy dziewczyna i jej chłopak zatrzymali się na polance w lesie, żeby "oddać się przyjemnością ciała". Po kolejnym długim i namiętnym pocałunku dziewczyna odsuwa się od chłopaka i mówi: "Musze wracać do domu już prawie pierwsza". "Ok", odpowiada jej towarzysz i przekreca klucz w stacyjce. Ale nic się nie dzieje. Samochód nie rusza. " Nie uwierzysz" - zaczyna chlopak odwracajac głowę w strone dziewczyny - ", ale chyba skonczyla się benzyna". " Akurat!"- odpowiada zdenerwowana dziewczyna - " Przestań się wyglupiac jezeli nie bede w domu na czas. Mój ojciec mnie zabije, a pozniej pójdzie poszukac Ciebie". " Jezeli mi nie wierzysz, proszę bardzo sama sprawdzic". Odpowiedzial jej chlopak i wyszedl na zewnatrz, żeby obejżec silnik z bliska. Po chwili zaczal podchodzac do okna z ktorego ona wygladala:" Chyba cos przebilo kanister. Jakiś patyk , albo coś w tym stylu. Zakleilem dziurę gumą, ale nadal nie mamy benzyny. Pozamykaj drzwi. Postaram się zaraz wrócić". Wział kluczyki i ruszył w strone lasu. Dziewczyna siedziala w samochodzie i siedziala. Już było dawno po pierwszej. I powoli wpadała w panike. A jej chłopaka jak nie było tak nie było. Po pewnym czasie zaczeła goraczkowo sprawdzac czy wszystkie drzwi i okna sa na pewno zamkniete. Kiedy się upewniła, ze tak jest odsapnela z ulga. Znowu zaczela wygladac przez okno i teraz zobaczyla jakis cien zblizajacy się w jej strone. "Wreszcie... ." - pomyslala. Jednak im owa postac podchodzila blizej tym coraz bardziej przekonywala się, ze to wcale nie jest jej chlopak. To byl jakis mężczyzna, ubrany w zaplamione szaty. Z ogromnym usmiechem na twarzy. Uśmiechem od którego przechodziły ja zimne dreszcze. W jego dloni blyszczalo cos metalowego. Wreszcie podszedl tak blisko, ze byl tuz przy jej oknie i dopiero teraz zauwazyla, ze te plamki na jego ubraniu to nie sa wzory tylko krew. A ta blyszczaca rzecz w jego dloni to kluczyki do samochodu... . Dziewczyna spanikowała. Chciała już uciekać innymi drzwiami ale postanowiła jeszcze raz spojrzeć na morderce. Gdy tylko się odwróciła jego już tam nie było.... Nagle usłyszała jakieś drapanie w dach samochodu. Zaniepokojona wysiadła aby sprawdzić co je powoduje. Na gałęzi drzewa był powieszony jej chłopak z podciętym gardłem. To jego koniuszki stóp szurały po dachu. Dziewczyna spanikowała i pobiiegła w las wołając o pomoc. Zauważyła dom myśliwego i postanowiła się tam ukryć. Stary gospodarz otworzył jej drzwi. Z pośpiechem przygranął do środka. Dziewczyna poczuła się bezpiecznie. Przy gorącej cherbacie opowiedziała myśliwemu o wszystkim. Nagle ktoś zastukał do drzwi. "To napewno morderca" powiedziała. I czem prędzej schowała się do innego pomieszczenia. Było tam bardzo ciemno i zimno. Przerażona usłyszała dziwne skrzypienie dochodzące z zewnątrz domu. Wyjrzała przez okno i zobaczyła powieszonego na rynnie myśliwego. Zszokowana upadła na ziemie i tym razem usłyszała wyraźne tupanie."To napewno on, przyszedł po mnie..." pomyślała i pospiesznie wbiegła to ogromnej szafy. Śmiertelnie przerażona siedziała skulona w ciemnościach. Nagle poczóła czyjś zimny oddech na karku. Chciała zobaczyć co to może być i w tym samym momencie coś podrzuciło jej do ręki kluczyki od samochodu jej chłopaka...
Mazury 2007-08-09
Bartek miał wtedy 15 lat, jego koledzy też kiedy postanowili wyjechać pod namiot do malego miasteczka na mazurach.Pogoda zapowiadała się wspaniała a oni wybrali się tam na cale 2 tygodnie. Kiedy wsiadali do pociągu planowali juz pierwszą wycieczke łódką. Jednak kiedy dotarli na miejsce niesamowicie zaczęło padac, nie bylo czsu na rozbicie namotu. W tej ulewie zaczęli szukac jakiegos pokoju do wynajęcia. Nie było żadnego, więc postanowili złapac autostop do innej wioski. Nie zważajac wyszli na szose i zaczeli machac. Po piętnasu minutach ktoś ich zauważył. Zatrzymał sie i zapytał się gdzie jadą. Chórem powiedzieli że do najbliszej wioski bo tu nie można nigdzie wynająć pokoju. Kierowca przestał sie uśmiechać i zamknął dzrzwi i .....odjechał. Chlopacy stali jak w ryci. Przez około 5 minut nikt się nie odezwał. Lecz po chwili Bartek powiedział, idziemy na pole rozkładamy namiot i cieszymy sie wolnym czasem. Nie zważajac na to ze na polu biwakowym są oni oprócz jednego namiotu na skraju lasu. Pozostali dwaj koledzy od razu sie zgodzili i zaczeli rozkładac namiot. Kidy wszystko było gotowe, weszli do namiotu i zasnęli kamiennym snem bardzo zmęczonych ludzi.Następnego dnia Bartek i jego przyjaciel Maciek postanowili popływać łódką i może złapać jakieś ryby ponieważ Maciek był dobrym wędkarzem. Krzysiek został w namiocie bo trzej przyjaciele nie mieli zaufania do człowieka (tak myśleli) na skraju lasu. Krzysiek odrazu kiedy koledzy wypłynęli chciał zadzwonic do rodzicow. Ale, w okolicy nie było zasięgu, albo operator jego komurki był za słaby. Krzysiek nigdy nie wierzył w magię albo istoty pozaziemskie czy wampiry. Ale, nad rankiem koledzy wymyślali straszne historie o namiocie na skraju lasu. Ze Krzysiek chcial jak najszybciej opuscic to miejsce. A, na dodatek on musial zostac w tym namiocie. Krzys postanowil odwarzyc sie. Postanowil ze pojdzie do namiotu na skraju lasu. Zapyta sie czy ten czlowiek nie ma komurki, a potem jego starzy przyjda i go zabiora. W tym czasie Maciek i Bartek byli na jeziorze. Z tym calym rannym zamieszniu zapomnieli wziasc kompasu. -Jestesmy w samym srodku jeziora, jak my wrocimy gupolu do namitu!!! - troche przestraszonym ale bardzo stanowczym glosem powiedzial Maciek. -Skad mam wiedziec to ty miales pilnowac kompasu!!!!!!A tak w ogole to juz prawie 5 po poludniu. Noc spedzimy na ludce a na drugi dzien Krzysiek napewno sprowadzi pomoc bo ma komurke. I tak obaj polorzyli sie spac. Krzysiek wolnym krokiem poszedl do namiotu obcego, niepokoilo go takze jego towarzysze nie przyplyneli na czas. Krzys nawet nie podszedl do wejscia od namiotu jak nagle glos starszej osoby zawolal go do srodka. Byl to merzczyzna w wieku 67 lat, o siwym zaroscie i kompletnie pozbawiony wlosow na glowie. Krzysiek przestal sie bac, przeciesz byl to mily staruszek. Z jego telefonu zadzwonil do rodzicow ze jest wszystko w pozadku. Jednak potem rozpetala sie starszna burza, staruszek zapewnial ze nie ma sensu wychodzic z namiotu. Powiedzial ze on poszuka jego przyjaciol. Kiedy starzec wyszedl Krzyskowi oswietlil sie umysl skad on wiedzial ze mam przyjaciol na jeziorze??? Nidlugo potem uslyszal przerazliwu ryk i placz, oraz glosy jego kolegow wolajacych o pomoc. Wybiegl, biegl w strone wyjscia z pola namiotowego. Zauwazyl starca w krwi jego przyjaciol. Nie biegl za nim, wiec Krzysiek zwolnil troche bo dostal kolki od szybkiego biegu. Ale z bramy wejsciwej zaczelo wychodzic mnostwo ludzi. Jakby powstali z ziemi. Niektorzy kompletnie zieloni, a z ich brzuchow wychodzily wegorze. To pewnie topielcy, chcial sie obudzic, myslal ze to trylko sen. Ale, to byla prawda. Dopadli go widzial tylko potem jego kolegow ze starcem, pelnie ksiezyca, topielcow i .............stal sie jednym z nich. To przestroga dla wszystkich na polach namiotowych na Mazurach. Kiedy bedziecie przejerzdzac przez wioske bez ludzi , tylko z duzym polem namiotowym z jednym namiotem, wiedzcie nie ma z tamtad ucieczki nie probojcie.
Ogrodnik 2007-08-09
Słyszałam, że ta historia wydarzyła się naprawde. W pewnym szpitalu psychiatrycznym. Przy szpitalu stał mały dom(ek) w którym mieszkał ogrodnik zajmujący się utrzymywaniem porządku wokół szpitala. Pewnego dnia do szpitala przyszedł lekarz, który miał dzienny dyżur. Była siódma rano. Pan Disherheft spodziewał się zastać w szpitalu swoich kolegów i koleżanki z pracy, którzy powinni kończyć nocną zmianę. ale ich tam nie zastał. W OGÓLE NIE ZASTAŁ NIKOGO. Wnętrze szpitala wyglądało jak po inwazjii jakiś istot z kosmosu. w pokoju dla lekarzy nikogo nie było. Sale też były zupełnie puste. Wszystkie półki z lekarstwami były poprzewracane, szyby w oknach były całe.. lekarz nie mógł pojąć skąd na podłodze jest tyle szkła.. ale nie tylko to zwróciło jego uwagę, na ścianach (TYLKO na ścianach) były ślady krwi.. a wyglądało to tak jakby ranni ludzie z trudem szukali oparcia na ścianach i nie mogąc go znaleźć z niewiadomych przyczyn nie lądowali na podłodze tylko jakby zapadali się pod nią... błee... nie było ani jednego martwego ciała.. Pan Disherheft jakos opanował przerażenie i podniósł z podłogi kasetę magnetofonową. Wybiegł ze szpitala i pobiegł na policję. Tam złożył zeznania. Na znalezionej taśmie zapisane zostały przez kogoś przerażone krzyki pacjentów i personelu! Wezwano na przesłuchanie ogrodnika ale ten twierdził że nie słyszał i nie zauważył zeszłej nocy niczego niezwykłego wokół szpitala. Nikt nigdy nie zgadł co stało się w tym budynku. Ludzie z okolicy głośno podejrzewaja ogrodnika, ale sami chyba nie wiedzą o co, bo to "dzieło" nie wydaje się być "dziełem" zwyłego śmiertelnika. Ogrodnikowi nigdy nie udowodniono winy, a szpital stoi do dziś w nietkniętym stanie. O tym nawet kiedyś mówili w Nie do wiary na tvn.
Lustro 2007-08-09
W wakacje 25- letnia Pati postanowiła zrobić sobie kilka wycieczek. W planie jednej z nich miała zwiedzać obóz koncentracyjny. Słuchając historii czasów hitlerowskich opowiadanej przez przewodnika, dziewczyna wyobrażała sobie jak czuli się ci ludzie. Po zakończeniu zwiedzania Pati postanowiła sobie kupić jakąś pamiątkę. Weszła do małej budki z bibelotami. Rozejrzała się wokoło. Nachalna ekspedientka już przy wejściu pytała, co chciałaby kupić. Biegające oczy dziewczyny stanęły na wiszącym na ścianie lusterku. A właściwie tylko jego kawałku. Spytała sprzedawczynię ile to kosztuje. - Pani chce kupić ten złom? Niech sobie pani nie zaprząta tym głowy. Dla takiej ładnej dziewczyny bardziej pasuje, na przykład to! Podsuwając Pati pod nos obrazek przedstawiający zielony las. - Ale proszę pani?! Ja nie chcę obrazka, mi podoba się te lusterko. Ile ono jest warte. Mogę dać pięćdziesiątkę. - Hmm, całą pięćdziesiątkę? –Odparła chytrym głosem sprzedawczyni. - Nie, nie. To nie dla ciebie – dodała po chwili przecząco. - Ja naprawdę chce je kupić- Dobrze. Niech je pani weźmie, ale ja nie chcę za to pieniędzy. Nic, a nic. - Ale jak to tak? - Weź je i wyjdź! Bardzo proszę. Do widzenia. - Do widzenia. I dziękuję… Kiedy Pati wróciła do domu, od razu powiesiła lustro w przedpokoju, z dumą wpatrując się w nie. Nazajutrz idąc przez przedpokój mimochodem spojrzała na lustro, ale nie widziała w nim siebie. W lustrze ujrzała wykrzywioną twarz wisielca. Wystraszona Pati zsunęła się po ścianie, zaciskając mocno oczy. Parę godzin siedziała w tej pozycji bojąc się wstać i ponownie spojrzeć na lustro. Wreszcie wstała, wzięła lustro i poszła na śmietnik. Wyrzuciła je. Kilka dni później Pati miała wypadek jadąc do obozu koncentracyjnego, by powiedzieć to w sklepie z pamiątkami. Lusterko leżało na śmietniku prawie 2 miesiące, nikt na nie zwrócił uwagi, bo i po co? Ale pewien bezdomny zauważył je i wziął sobie. Przeglądając się w nim zobaczył umierającą z głodu kobietę. W ciągu trzech dni umarł, bo przejechał go samochód. Czy tych śmierci można było uniknąć? Nie wiadomo, wiadomo tylko, że kobieta sprzedająca w sklepie z pamiątkami tych lusterek miała więcej. Ale dlaczego ona nie zmarła? To już inna historia.
Zabawka 2007-08-09
Pewnego wieczoru Eliiza wracajac ze szkoly, zobaczyla brame. Wial z niej cichy chlodny wiatr, w uszach szumial glos "CHODZ DO MNIE". "NIe pójde!" - pomyslala dziewczynka i odwrócila sie. Biegla do domu, bo glos w uszach stawal sie coraz glosniejszy, i jeszcze glsniejszy...Gdy doszla do drzwi domu odglosy ucichly. Weszszla do domu. Nic ciekawego sie nie dzialo. Piesek skakal wesolo merdajac ogonem. Eliza zastanawiala sie teraz czym mógl byc ten glos. Z ciekawosci postanowila sie tam wybrac. Przestala sie bac, przeciez nie wierzy w takie bzdury o duchach... Poszla. Na miescie bylo ciemno, dokladniej przyjrzala sie gmachom budynku. Ujrzala napisane kreda slowa "TU MIESZKA DIABEL" . "Pewnie jakies dzieci wyglupialy sie i tak napisaly". W tym momencie zrobilo sie jasniej, chmury odsunely sie, ale w uszach dziewczynka uslyszala krzyk, pisk. Zdretwiala ze strachu. Nie poddala sie jednak. Weszla w brame. Przeszla przez korytarz,a na samym jego koncu ujrzala wyjscie, do ogrodu. Uslyszala piski i krzyki malych bawiacych sie dzieci. "A jednak nie jest tu strasznie"- pomyslala i poszla dalej. Ujrzala dziewczynki w jej wieku- byly dwie. Skakaly, tanczyly . Jedna miala w reku lalke. Smutna, placzaca. Przez chwile Elizie wydawalo sie, ze lalka prosi o pomoc, ale nie to nie mogla byc prawda. Dziewczynki przystanely . Jena z nich usmiechnela sie. Jednym gestem,sprawila, ze Eliza przyszla do niej. Teraz bawily sie razem. Po krótkim czasie dwie dziewczynki zaprowadzily Elize do domu, na kolacje. Chetnie sie zgodzila, a kiedy przekroczyla próg domu zobaczyla stosy lalek. Wszystkie placzace, wykrzywione. Przestraszyla sie. Do pokoju wszedl ojciec, mial kopyta. Przestraszona dziewczynka juz wiedziala o co chodzi. Nie bylo drogi ucieczki. Uslyszala tylko jedno "TATUSIU, MAMY NOWA ZABAWKE", potem obudzila sie wsród innych porzuconych lalek. Zalowala, ze tam przyszla. "Dzieci diabla" pomyslala, a po porcelanowej twarzyczce przeplynely zywe lzy. Lzy czlowiecze......
Cmentarzysko 2007-08-09
Żyła sobie dziewczyna imieniem Karolina. Miała 12 lat. Była dobrą córką, wspaniałą przyjaciółką, i dobrą uczennicą. Po prostu zazdrościć. Interesowała się zjawiskami paranormalnymi. Kilka razy próbowała nawet wraz z koleżanka wywoływać duchy, ale zawsze jje ktoś w tym przeszkodził. Albo mama wesżła do pokoju, albo po prostu, im się odechciało. Pewnego dnia Karolina przeczytała w gazecie, że "...4 przyjaciół (Kasia, Kamil, Sandra i Monika) wywoływali duchy. Następnego dnia wszyscy zginęli w tajemniczych okolicznościach...". Tak głosiły słowa gazety. Lecz Karolina nie uwierzyla. Postanowiła wraz z Alą, swoją koleżanką z ławki, wywoływać duchy. Uznały, ze najlepiej byłoby to zrobić wieczorem, na cmentarzu. Około 18:00 (to była zima) Karolina poszła po Alicję. Każa z dizewczyn miała na sobie plecak w którym były potrzebne rzeczy: świeca, talerz, zapałki i latarka. Cmentarz był położyny na tyłach miasta, zwanego śródmieściem. Doszły tam bez większych problemów, ponieważ znały w okolicy wszystkie skróty itp. Było już ciemno, wiał wiatr... Odszukały jakiś opuszczony grób. Ala położyła na nim talerz, i wyjęła latarkę. Karolina zajęła się zapalaniem świecy. Nie szło jej, poniewać kilka razy przeszkodizl jej wiatr. W końcu, jej się udało. Położyły świecę, na talerzu i chwyciły się za ręcę. Zaczęły czytać jakiś tekst wyczytany kilka dni temu z gazety. Nagle zerwał się silny wiatr. Dziewczyny nie przejęły się tym. To było normalne o tej porze roku. Po jakimś czasie zgasła im świeca. Ala chciała zaświecić latarkę, lecz nie mogła jej odnaleźć. Co więcej dziewczyny słyszały ciągle bicie zegara...a możę serca? Postanowiły uciekać. Pędem rzuciły się do bramy. Okazało się ze była zamknęta. Dziewczyny zaczynały wariować...słyszały czyjeś głosy, bicie tego serca lub zegara, i w dodatku coś strasznie skrzypiało... Odwróciły się. Za nimi stała jakaś postać. Była cała rozmana. Karolina rozpoznała w niej swojego ojca, który zginął 2 lata temu w wypadku samochodowym. przestraszyła się. ALa już zemdlała. Karolina zaczęła biec. Serce biło, jej coraz szybciej i szybciej...Zjawa płynęła za nią...serce Karoliny wariowało... Następnego dnia znaleziono Karoliną martwą pod bramą cmentarza, a Alę kilka metrów dalej, pod grobem... ojca Karoliny. Grób był otwarty...
Działka 2007-08-09
Kate i Mari były siostrami rodzonymi. Rodzice zawieźli je na działkę. Położona ona była niedaleko lasu. Wokół było pare działek, a niedaleko droga, która prowadziła na wieś. Rodzice zostawili je tam same, ponieważ musieli wracać, bo rano szli do pracy. Do obrony zostawili im psa. Był to Pit Bull, a wabił się Koks. Pogoda im dopisywała. Było ciepło, słonecznie, więc całe dnie spędzały na opalaniu się w ogródku, a wieczorami spotykały się z kolegami. Niestety przyszedł czas na brzydką pogodę. Cały czas padał deszcz. Gdy przestało lać siostry postanowiły, że skorzystają z okazji i pójdą z psem na spacer. Właśnie miały wracać, zaczeły wołac psa lecz on ich nie słuchał! Ujadając pobiegł w stronę lasu za cieniem jakiejś istoty ludzkiej. Dziewczynki pobiegły za nim lecz on znikł. Nie było już słychać szczekania. Kate i Mari szykały go już pół godziny lecz bez skutku! Nie znalazły Koksika. Pomyślały, że ich pupil mógł już dawno wrócić do domu i czeka właśnie teraz pod bramą, a one na marno się męczą i denerwują szukając go. Poszły do domu. Brama była otwarta, ale psa nie było widać. Co się stało? Kto otworzył brame? Siostry wpadają w panike. Słyszą jakiś szelest w domku... tupot człowieka. Nie wiedzą czy wejść czy uciekać. Stoją bezradnie przed owym domkiem i nasłuchyją. Są przerażone. Czują jak włosy jeżą im się na głowie, po plecach przechodzi zimny dreszcz... Postanowiły, że wejdą do domku! Wzieły ze zschowka, znajdującego się na dworzu sikierę i weszły do środka! W pokoju panował bałagan jakiego jeszcze nigdy nie widziały. Zaczeły się jeszcze bardziej bać. Na podłodze znajdowały się czerwone ślady butów. To były ślady z krwi. Poszły za nimi... ślady prowadziły do sypialni, a tam znajdowały się rozrzucone po całym pokoju wnętrzności ich psa, a jego ciało wisiało na żyrandolu, a na ścianie było napisane "TO MOGŁYŚCIE BYĆ WY!".
Wiedźma z Bler 2007-08-09
Ta straszliwa historia wydarzyła się naprawdę w roku 1995.Opowiada ona o trójce studentów:Heiczer, Joszu i Miku, którzy postanowili sprawdzić czy legendarna wiedźma z Bler istnieje. Podobno wiedźma zabijała dzieci w dziwnych okolicznościach w pobliżu lasu Blaurvisswile.Ostatnim razem zabiła 7dzieci, a było to w roku 1268.Ludzie niechętnie chcą o tym mówić ,do dziś wszyscy się boją.Tylko jedna osoba widziała wiedźme.Mówiła że wyglądała okropnie.Całe ciało miała porośnięte końskim włosiem, twarz miała całą w bliznach a na ramionach miała zarzucony szal. Wyruszyli razem do lasu, i wędrowali całymi dniami.Zmęczeni drogą rozłożyli namiot.Przaspali całą noc.Kiedy się obudzili przed namiotem lerzało 7 kupek kamieni.To wystraszyło całą trójkę.Mieli mapę.Szli 11 godzin i doszli do miejsca, gdzie na gałęziach porozwieszane były laleczki WUDU.To przeraziło ich doszczętnie.Połorzyli się spać.W nocy obudził ich płacz dziecka ( nikt nie wiedział o ich wyjściu do lasu ) i coś nagle zwaliło się na ich namiot.Wszyscy wybiegli a na zewnątrz nikogo nie było.Wszyscy poszli spać.Kiedy się obudzili zobaczyli że Josz zginął z namiotu.Kiedy Heiczer chciała wziąść mapę dopiero wtedy spostrzegła że jej nie ma.Po całym dniu poszukiwań przed namiotem znaleźli zawinięte w koszule palec serce i język Josza.Wtedy załamali się psychicznie.W nocy ktoś zaczął wołać głosem Josza.Wtedy wybiegli z namiotu i dobiegli do starego domu.A tam na ścianach były poodciskane krwią dziecinne rączki.Nagle kobieta została sama.Zeszła w dół ( a to wszystko było kamerowane ) i zobaczyła osobe lerzącą na ziemi a przy niej drugą,rzuciła kamerą i....tyle wiemy o ich losach.Policja wszczęła poszukiwania.Do dzis nie odnaleziono ich ciał znaleziono tylko materiał filmowy o nich. Wiedźma z Bler istnieje do dziś może przemieszczać sę gdzie chce, kto wie może dzisiejszej nocy przyjdzie do ciebie.....
Pluszowy miś 2007-08-09
Rachel wracała od przyjaciółki. Śpieszyła się, bo miała być w domu o 23.00 a na jej zegarku była 22.22. Wiedziała, że jeśli nie wróci do domu na czas, czeka ją duża awantura, gdyż jej ojczyn nienawidzi spóźnień. Stwierdziła, że pójdzie na skróty przez stary komis samochodowy, od dawna już nieczynny. Skręciła w lewo i przeszła przez ogrodzenie. Starała się omijać kałuże, żeby nie zmoczyć nowych jasnych dżinsów, które dostała od cioci na urodziny. Robiło jej się coraz bardziej nieprzyjemnie. Ostatnia lampa była na skraju uliczki, która zakręcała i szła w drugą stronę, więc widziała coraz mniej W pewnej chwili usłyszała dziwny świst jakby ktoś powoli wypuszczał powietrze z ust. Ręce zaczęły jej się pocić i jednocześnie przeszył ją dziwny dreszcz. Przyspieszyła kroku. Jeszcze tylko trochę i już będzie przy wyjściu... znowu usłyszała za sobą dziwny świst. Zaczęła biec. Nagle zauważyła, że przed nią na ziemi coś leży. Podeszła trochę bliżej. To był mały pluszowy króliczek. Podniosła go. Króliczek był różowy i puchaty, nie miał jednego uszka i oczka, a co dziwniejsze wcale nie był mokry. A powinien – przecież pół godziny temu lało jak z cebra! Znowu usłyszała ten przerażający świst tylko dwa razy głośniejszy! Rzuciła maskotkę na ziemię i zaczęła biec. Już niedaleko do domu! I nagle usłyszała bardzo wysoki i przeszywający krzyk. Nawet się nie oglądała za siebie. Biegła szybciej, szybciej, szybciej... nareszcie dobiegła do końca terenu. Brama była zamknięta na kłódkę. Zaczęła się wspinać na ogrodzenie, ale zaczepiła nogawką o wystający pręt. Była tak wystraszona, że szarpnęła z o wiele większą siłą, niż się spodziewała. Nogawka rozdarła się, ale teraz mogła swobodnie przeskoczyć przez ogrodzenie. Popędziła do domu co sił w nogach i zatrzymała się dopiero przy drzwiach frontowych. Spojrzała na zegarek: była 22.46. Weszła do domu. Mama siedziała na fotelu i oglądała swój ulubiony serial. Ojczyn robił sobie kolację. Pobiegła szybko na górę, żeby schować rozdarte spodnie. Serce nadal biło jej jak oszalałe a nogi uginały się pod nią. Weszła do pokoju i zrzuciła brudne ubranie i poszła do łazienki. Gdy zapaliła światło w łazience, jej oczom ukazał się straszny widok... Na lustrze było napisane krwią „nikt mi nie pomógł!” a na ziemi leżała gazeta z przed 10 lat. Na pierwszej stronie było zdjęcie małej rudej dziewczynki. Pod zdjęciem napisane: „10 letnia Suzanne zgwałcona i uduszona o godzinie 22.25 przez straszliwego psychopatę, na terenie komisu samochodowego. Ciało znaleziono po 15 dniach, zmasakrowane przez szczury... sprawcy nie odnaleziono” Dziecko na zdjęciu, ściskało w rękach małego, pluszowego króliczka..
Małżeństwo 2007-08-09
Pewnej burzliwej nocy młode małżeństwo wracało właśnie z wycieczki. Mężczyzna stał się bardzo senny więc postanowili zatrzymać się na pierwszym lepszym parkingu. Staneli w środku lasu. Kobieta ułożyła się do snu, a jej mąż wyszedł na siusiu. W środku nocy kobiete obudziły dziwne odgłosy. W samochodzie nie było męża. Przerażona zauważyła że jakiś wysoki mężczyzna z zakrwawioną siekierą uderza w maskę samochodu głową jej męża. Najgorsze było to, że trzymał w ręku samą głowe bez tułowia... Zszokowana kobieta z całej siły przyciskała klakson samochodu. Przerażeni przejezdni nie zatrzymywali się ze strachu. W końcu jeden z nich zadzwonił po policje i karetke. Morderce schwytano. Okazało się, że był nim imigrant z zakładu psychiatrycznego, który znajdował się tuż, tuż za lasem... ( Ta historia jest prawdziwa !!! )
..:RING:.. 2007-08-09
Pewnego zimowego dnia państwo Starszyńscy pojechali do domu diecka z zamiarem zaadoptowania córki.Najpierw było wszystko w porządku, ale później zaczęło się znęcanie nad dzieckim. Wczesną wiosną przyszywani rodzice udusili córkę.Ciała dziewczynki nie zakopali w ziemi i nie urządzili pogrzebu...zwłoki wrzucili do studni. Zdenerwowany duch dziewczynki nagrał kasete RING każdy kto ją obejrzał po siedmiu dniach umierał . Dziennikarka napaliła się, żeby dowieść dlaczego tak jest. Kobieta zabroniła swojemu synowi ruszać kasetę. Kaseta nie była podpisana. Chłopiec włączył ją z myślą, że jest to jedna z kaset, które nagrywał z mamą w dzieciństwie. Włączył ją, ale praktycznie nie oglądał, bo odrabiał lekcje. Ale jedno zerknięcie wystarczyło...Po siedmiu dniach telewizor sam się włączył, zaczęła tryskać z niego woda i wyszła z niego diewczynka. Podeszła do chłopca i zamordowała go. Kiedy wróciła matka chłopca (dziennikarka) Była przerażona.Po kilku dniach dowiedziała się gdzie mieszka matka dziecka.Pojechała do jej domu. Matka na początku nie chciała się przyznać, ale później powiedziała gdzie są zwłoki dziewczynki. Kobieta wydostała ciało dziecka ze studni i zrobiła pogrzeb.Myślała, że historia się skończy jednak nie... dziewczynaka nadal uśmiercała ludzi. Po kilku dniach dziennikarka stwierdziła, że nie ma dla kogo żyć i włączyła kasetę. Kiedy po siedmiu dniach telewizor bsam się włączył, wyszła z niego dziewczynka. Jednak odrazu nie zabiła dziennikarki.Patrzyły sie na siebie. Po chwili kobieta zapytała .:Dlaczego zabijasz ludzi? Dzieckom opowiedziało jej,że kiedy była mała wszyscy się nad nią znęcali i to jest zemsta... Podeszła do kobiety i zabiła ją. Kaseta istnieje do dziś . Może trafić też do ciebie...
Karolina 2007-08-09
Karolina była najbardziej popularną dziewczyną w szkole. Miała duże powodzenie u chłopców, czego zazdrościły jej inne dziewczyny. O chodzenie poprosił ją Klark, piegowaty chłopak z jej klasy. Na oczach całej szkoły wyśmiała go. Niedługo po tym zaczeła dostawać listy z pogróżkami, w których ktoś jej groził, ze zabije ją w halloween. Im szybciej zbliżał się ten dzień tym bardziej bała się Karolina. W końcu nie wytrzymała i powiedziała o tym swojej najlepszej przyjaciółce Monice. Ta jednak uspokoiła ją, i powiedziała, ze to napewno żarty, żeby nie zawracała sobie tym głowy. Nadszedł ten dzień, w szkole zorganizowana była zabawa halloweenowa. Karolina miała się spotkać z Moniką przed szkołą. Monika czekała, czekała i nic, nigdzie nie było widać karoliny. W tym samym czasie Karolina, zmierzała do szkoły, gdy droge zastąpił jej Klark. W pierwszej chwili przestraszyła się, ale później ogarneła ją okropna złość. Oskarżyła go o te wszystkie listy z pogróżkami. A on nie zaprzeczył, jego oczy lśniły dziwnym, nie naturalnym blaskiem. Złapał ją i zaciągnął do opuszczonego domku. Przywiązał do krzesła i patrzył. Karolina zaczełą płakać, i krzyczeć ale to było na nic nikt nie mógł jej usłyszeć, była sama z tym psychopatą. Wyjaśnił jej, że chce się na niej zemścić, za to wszystko co mu zrobiła. Zaczeła go przepraszać, ale było już zapóźno. Powoli wyciągnął ostry błyszczący sztylet. Chciał patrzeć jak umiera. Najpierw rozciął jej brzuch, wyciągnął wnętrzności, Podciął jej żyły, a po tem gardło. Widział jak się dusiła, jak umierała w straszliwych męczarniach - był zadowolony. Po kilku dniach znaleźli jej ciało. Jej krew zwabiła szczury które wyjadły to co zostało. Wyglądała okropnie, sprawcy nigdy nie odnaleziono. Ale odnotowano kilka podobnych przypadków w okolicznych miejscowościach.......
Lokatorka 2007-08-09
Sabrinie wkońcu udało się wyjechać z tego okropnego miasta. Nie cierpiała go, przed mieszkańcami nic nie dało się ukryć. Każdy każdego obgadywał. Opuszczając rodzinne miasto czuła się nieswojo. Nigdy tak daleko sama nie wyjeżdzała, a na dodatek nie wiedziała co ją może czekać w nowym domu. Od dłuższego czasu starała się dostać na studia - i wkońcu się jej udało. Do akademika przyjechała bardzo późno, od razu poszła się zakwaterować, a po tem prościótko do swojego pokoju - SPAĆ. Rano obudził ją zapach jajecznicy dochodzący z kuchni. Zdziwiła się troche, nie przypominała sobie, żeby ktoś był w mieszkaniu jak przyszła. Wstała i podążyła za pysznym zapachem. Zobaczyła chudą blondynkę krzątającą sie po kuchni. - O cześć już wstałaś?Jestem Karolina, a ty pewnie Sabrina?- -Nom, cześć- -Pewnie jesteś głodna, co? Siadaj już ci nakładam- -Dzięki, prawde mówiąc nic nie jadłam wczoraj. Byłam zbyt podekscytowna tym wszystkim- -Rozumiem cie, po śniadaniu oprowadzę cię po mieście, co ty na to?- -świetny pomysł, nie znam tutaj nikogo- Zmęczone wróciły do domu dopiero koło 23.00. Sabrina pierwsza poszła się wykąpać. Karolina w tym czasie zakradła się do jej pokoju, podeszła do łóżka i pokropiła poduszkę. Potem wyszła jak by nic się nie stało. Sabrina po odświerzającej kąpieli postanowiła od razu iść spać. Gdy tylko położyła głowę na poduszce, poczuła dziwny zapach - ZASNEŁA - Gdy się obudziła zobaczyła nad sobą Karolinę, uśmiechała się do niej jakoś dziwnie, jakby była niesamowicie szczęśliwa. -Co ci jest, stało się coś- spytała Sabrina -Nic mi nie jest, co cie to obchodzi, odczep się ode mnie- -Dobra, spoko, wyluzuj, tak tylko pytam. Po za tym to nie ja stoje nad twoim łóżkiem, tylko ty nad moim- -Już ide, nie wkurzaj się- Sabrina wstała i poszła pod prysznic. Namydliła swoje ciało, poczuła okropny ból na plecach. Podeszła do lustra, to co zobaczyła przeraziło ją. Jej plecy przeszywała ogromna szrama. -Jak to się mogło stać, i kiedy?-myślała Od tego czasu co jakiś czas pojawiały się na jej ciele różne rany. Pewnego dnia gdy wracała do domu zaczepiła ją pewna dziewczyna. -Cześć, jestem Daria, czy to ty mieszkasz w pokoju nr 34?- -Tak, a co?- -Nie, nic. Mieszkasz sama, nie boisz się, po tym co tam się stało?- -Chwilę, nie mieszkam sama, a co tam się niby stało- -Rok temu zamordowano tam młodą dziewczynę, pocięto jej ciało na kawałki i porozrzucano po całym pokoju. Podobno tam straszy jej duch. Z kim mieszkasz jeśli można zapytać, wszyscy mówią, że sama- -Mieszkam z Karoliną, Boże nie wiedziałam co tam się stało- -Zaraz, zaraz. Karolina Tymek, z nią mieszkasz?- -Zgadza się znacie się- -Znałam ją- -Znałaś, to ją...- -Tak, ją zamordowano- -Nie to nie możliwe, przecież codziennie się z nią widuje, napewno nie jest duchem- -Karolina była zgrabną blondynką, zmarła młodo, a sprawcy nigdy nie odnaleziono- -Boże, nie mam czasu muszę już iść, do zobaczenia- -Ale...- Nie czekając ani chwili dłużej Sabrina pobiegła do mieszkania. Nie było w nim Karoliny. Koło północy Sabrine zmorzył sen. Obudziły ją hałasy dobiegające z pokoju obok. To Karolina szukała, coś w szufladzie. Sabrina zobaczyła jak wyjmuje ostry nóż, i kieruje się w jej stronę. Próbowała się bronić, zasłaniała dłońmi twarz. Karolinie to nie przeszkodziło odcieła jej palce, z których tryskała świerza, jeszcze nie zakrzepła krew. Po tem złamała jej żebra, które przebiły płuca. Nie mogła oddychać wkońcu zemdlała, i już się nie obudziła. Jej ciało znaleziono poćwiartowane i porozrzucane po całym pokoju, tak samo jak w poprzednim zabójstwie. Podejrzewano tego samego mordercę. Od tego czasu nikt nie mieszkał w pokoju nr34. Został on zamknięty. Podobno czasami pali się tam światło i słychać głosy dziewczyn błagających o litość
Julia 2007-08-09
Pewna dziewczynka -Julia- po śmierci swoich rodziców miewała koszmarne sny. Śniła o pokoju w którym było dużo lamp, zaraz po tym jedna po drugiej gasły. Dziewczynka powoli zanurzała sie w mroku. Wiedziała, że za chwile te istoty po nia przyjda, będą ją próbowały zabić. Budzi się z krzykiem.... Mija dwadzieścia lat, przez te wszystkie lata probowała sie uwolnić od tych snów - w końcu udało sie jej, była wolna - lecz nie na długo!!! Od ostatniej wizyty u psychologa upłynoł równo rok. Znowu zaczeła mieć te sny tym razem bardziej dojrzałe. Zdała sobie sprawe, że coraz częściej budzi sie w innym miejscu niż zasneła. Koszmary a raczej masakryczne istoty, wdarły się do jej codziennego życia. Nie miała już spokoju. Wiedziała kiedy przyjdą. Ludzi takich jak ona, takich którzy w dzieciństwie przeżyli różne tragedie, takich którzy miewali okropne, koszmarne sny było mnustwo. Nikt im nie wierzył, a po krótkim czasie gineli oni w niewyjaśnionych okolicznościach. Ludzie zapominali lub nie chcieli pamiętać. Julia wiedziała, ze zginie i nie myliła się. Gdy wracała wieczorem do domu, latarnie zaczeły gasnąć, wiedziała co ją czeka. Dopadli ją, nic nie mogła zrobić poddała się bez walki. Ciała nigdy nie odnaleziono...............
Figurka 2007-08-09
Natalia jak codziennie od dwóch lat wracała ze szkoły dobrze jej już znaną trasą. Dwa lata temu jej tata dostał awans i cała jej rodzina musiała się przenieść do innego miasta. Mówiła, że jej świat się zawalił, ale nie wiedziała co ją czeka w nowym domu. Przechodziła obok nie wielkiego sklepiku, zdziwiła się bo nigdy wcześniej go nie widziała. Postanowiła na chwilkę zajrzeć i się rozglądnąć. Był to sklep z różnymi figurkami. Nie były to zwykłe figurki, tylko takie co mogły i umiały przyciągać uwagę. Nagle dostrzegła śliczną figurkę małego chłopca, postanowiła ją kupic. Podeszła do sprzedawcy, który miał niezbyt przyjemny wyraz twarzy. Po długiej dyskusji wkońcu zgodził się jej sprzedać upatrzoną rzecz. Zaniosła ją do pokoju, dokładnie oglądneła i spostrzegła napis, przeczytała go nagłos, ale nic nie zrozumiała. Położyła figurkę na stoliczku obok jej łóżka. Gdy szła spać coś ją tkneło, że chłopiec był w innej pozycji niż teraz jest. Obudziły ją w nocy dziwne odgłosy, zapaliła lampkę i spostrzegła, że nie ma figurki. Wtem coś się zatłukło w szafie. Przestraszona wstała i powoli podeszła do miejsca skąd dochodziły odgłosy. Usłyszała cichutki głosik który mówił: "nareszcie jestem wolny, po tylu latach - dziękuje Ci za to że wypowiedziałaś zaklęcie , teraz ty zajmiesz moje miejsce". Obudziła się i myślała, że to tylko był straszny sen. Nie mogła się ruszyć. Spostrzegła, że nie jest już w swoim pokoju tylko w sklepie, w którym kupiła tą dziwna figurke. Teraz sama nią jest, i musi szukać naiwnej istotki. By moć wrócić do świata żywych
Tapicerka 2007-08-09
Pewnego kwietniowego wieczora dziewczyna o imieniu Sandra pojechała na wekend do domu. Gdy wyjeżdżała była ładna pogoda. Świeciło słońce, niebo było bezchmurne. Dojeżdżała do lasu i zaczął wiać silny wiatr, który łamał gałęzie, niebo zachmurzyło się. Szybko zapadł zmrok. Nie wiadomo skąd pojawił się za nią tir. Gdy jechała zobaczyła na drodze złamaną przez wiatr dużą gałąź. Zwolniła i powoli ją wyminęła. W tym momencie kierowca tira zaczął na nią trąbić i włączył długie światła. Sandra przestraszyła się i zadzwoniła do swojego chłopaka . - Cześć Misiu. Wyjdz szybko po mnie. - Dobrze, ale co się stało i gdzie jesteś? - Wyjeżdżam z lasku to niedaleko i później Ci wszystko wyjaśnie. Proszę wyjdź! - Dobrze już wychodzę Sandra rozłączyła się a jej chłopak wystraszył się że coś się złego dzieje. Po chwili zobaczyła swojego chłopaka. Zatrzymała samochód i pobiegła do niego. Zaczęła mu wszystko tłumaczyć i w tym momencie kierowca tego tira również wyszedł i podbiegł do nich. - Niech się mnie pani nie boi! -powiedział Dziewczyna jeszcze bardziej przestraszona rozpłakała się w ramionach swojego chłopaka. - Niech się mnie pani nie boi - powtórzył - Dlaczego się pani zatrzymała? - No bo, no bo.. - nie mogła wykrztusić słowa ze strachu - no bo na drodze leżała gałąź i chciałam ją ominąć. - Ale do pani samochodu ktoś wsiadał. - Co pan mówi? - Naprawdę. Na własne oczy widziałem. Chodźmy zobaczyć. Poszli do samochodu Sandry a na tylnim siedzeniu leżał nóz i sznur a cała tapicerka była zakrwawiona. Nagle znowu zaczął wiać silny wiart i rozszalała się burza. W tym momencie cała trójka zniknęła i już nigdy nie wróciła do swoich domów. Teraz gdy ktoś przejeżdża tą drogą widzi dziewczynę, która zatrzymuje samochody i prosi o podwiezienie. Gdy ktoś się zatrzyma i ją weźmie ona siada na tylnie siedzenie. Jak kierowca zajrzy do niej przez ramię widzi ten sam nóż i sznur a cała tapicerka jest zakrwawiona.
Dom śmierci 2007-08-09
Na wzgórzu za miastem był stary dom zwany przez mieszkańców pobliskiego miasteczka „ Domem śmierci”. Nikt nie wiedział dlaczego. Praprababki znały tę legendę, ale nie żyły już od dawna. Tydzień temu wprowadziły się do tego Domu dwie przyjaciółki: Aneta i Daria. Wesołe, pełne życia dziewczyny. Do Czasu…. -Piekny dom-powiedziała Aneta- cieszę się że tu zamieszkałyśmy. -Nie spoczywaj na laurach-odpowiedziała Daria-posprzatałysmy dopiero parter, a zostało nam jeszcze pietro i strych. A TAK W OGÓLE CIEKAWE JAK TAM JEST, BO CHOC MIESZKAMY TU TYDZIEŃ TO NIE BYŁYŚMY TAM JESZCZE. Ale to przez to sprzątanie! - Chodźmy zacząć sprzątanie! Dziewczyny ostrożnie weszły po zakurzonych schodach na piętro. Weszły w ponury korytarz i na widok portretów powieszonych na ścianach zatraciły na chwilę oddech. Na pierwszym obrazie był młody mężczyzna, intelektualista z zadartym nosen i okularami w kształcie prostokąta. Pod portretem był podpis „Powieszony na kranie kuchennym, flaki na żyrandolu” Aneta poczuła że jest blada. Drugi portret przedstawiał kobietę, która wyglądała na około trzydzieści lat. W ręku trzymała dziecko. Niemowlę. Podpis głosił „Na jej oczach torturowano dziecko, zasztyletowana.” Aneta i Daria bez słów i najmniejszego szelestu zaszyły po schodach i znalazły się przed drzwiami. Były one jednak zamknięte. W panice zaczęły próbować wybić szyby. Bez skutku, najwyraźniej były pancerne. Usłyszały że z góry dobiegaja jakieś dźwięki. Zaczęły krzyczeć i wołac o pomoc. Upiorny potwór pojawił się na schodach. Umorusany we krwi z kościa zamiast nogi, a na ręcę brakowało znacznej części skóry… Zbliżał się powoli do dziewcząt. Zaczęły piszczeć uciekać i bronic się…. Ale to nie pomogło. Potwór pierwszy dorwał Darię, Aneta widziała jak upiór łapię ją i odcina jej język. Daria krzyczała a Aneta rzuciła wazonem w potwora. On jednak tylko złapał Anetę za nogę, a ta poczuła że jej kości łamia się w drobny mak, zaczęła szlochać bo ból był straszliwy,a nie mogła już pomóc Darii bo była ledwie przytomna. Sztylet uciał dłonie Darii, a upiór patrzył z upojeniem jak krew rozpływa się po pokoju. Wyciął jej oczy i w tyt Momencie Daria wrzasnęła przeraźliwie i bez sił uderzyła głowa o podłogę. Upiór podszedł do Anety i rzekł „To jest dom śmierci i ty dobrze o tym wiedziałaś!” Nieeeeeeeeee!!! –Wrzasnęła kiedy sztylet otworzył jej brzuch, krzycząc, wrzeszcząc, płacząc i umierając patrzyła jak potwór wyjmuje z niej po koleji flaki,wątrobę, serce… Dwa tygodnie później na oknie tego domu zawisła kartka „SPRZEDANE”
Chłopak 2007-08-09
Był to późny październikowy wieczór ( Halloween ) i 16 - letnia Kasia bardzo się spieszyła do domu. Zawsze wracała przez cmentarz ale tym razem nie swieciła sie żadna latarnia z powodu braku prądu. Kasia nie była osobą, która by się bała jakichkolwiek ludzi a tym bardziej postaci z horrorów. Idąc samotnie przez cmentarz rozmyslała o tym co przed chwilą się stało- o tym, że zerwała ze swoim chłopakiem. Chciała już dawno to zrobić ostatnio dziwnie się zachowywał nie wiedziała dlczego. Idąc tak zamyślona ockneła się słysząc dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu swojej komórki zobaczyła dziwny numer jednak odebrała: -Słucham Odezwał sie dziwny głos -Bardzo dobrze że słuchasz. Niedługo czeka Cię niespodzianka. Po chwili słychać było tylko sygnał zakończonej rozmowy. Dziewczyna nie wiedziała co ma o tym mysleć. Szła jednak tak jak miała iść do domu. Nagle poczuła, że ktoś ją łapie za szyję. Zdążyła tylko krzyknąć Obracając sie zobaczyła, że to jest jej przyjaciółka Ania. -Ale mnie przestraszyłaś co ty tu robisz o tak późnej porze zapytała ze zdziwieniem Kasia -Ide do domu. Wracam od Łukasza -Ja byłam u Bartka chłopaka właśnie z nim zerwałam -Ale dlaczego?- zapytała ze zdziwieniem przyjaciółka -Długo by opowiadać musze już lecieć starzy mnie zabiją-odpowiedziała Kasia i pobiegła w stonę domu Idąc tak sobie poczuła, że ktoś ją obserwuje. Kiedy się obróciła zobaczyła tylko rozchichotane przebrane dzieci idące do sąsiedniego budynku. W końcu jest halloween pomyslała i ruszyła w strone domu. Kiedy śmiechy dzieci już ucichły nadal nie opuszczało ją uczucie, że ktos na nia patrzy. Szybko obróciła głowę jednak nadal nie zobaczyła nic prócz pustej alejki bardzo ciemnej z powodu braku prądu. Kasia postanowiła iść szybciej. Wyobraziła sobie, że jakiś gwałciciel chce ją zaciągnąć do pobliskich krzaków. Jej wyobraźnia pracowała na zwiększonych obrotach. Zganiła się w duchu: " Co ja wygaduje ?! ". Szła dalej tym razem echo jej kroków stawało się szybsze. Kiedy była juz blisko domu odtchneła z ulgą. W świetle ksieżyca dostrzegła dziwny napis na ścianie własnego budynku: " Co powiesz na smierć w Halloween ? ". Kasia teraz była przerażona staneła jak wryta nie wiedziała co ma zrobic. Biegla ile sił do domu. Biegnąc przez ciemny korytarz klatki schodowej zapomniała, że nie ma prądu i windy takze nie będą działać. Pomyślała: Jak mam się dostać na dziewiąte piętro ?! Nie mogę przeciez iść po schodach ". Nagle światło sie zapaliło. Bohaterka uszczęśliwiona, że teraz nic nie może jej się stać pobiegła do windy. Zobaczyła tam postać stojącą do niej tyłem zapewne czekającą na windę. Pomyślała że to kolejny przebieraniec. Winda szybko przyjechała .Kasia weszła do niej jako pierwsza a za nia tajemnicza postać. Ncisneła swoje piętro a postać nie nacisneła żadnego przycisku. Winda ruszyła wolno zgrzytając. Przebieraniec wolno sie obrócił. Dopiero teraz kasia zobaczyła że ma w ręku ostry nóż. Poczuła, że nie ma dokąd uciec ale winda jechała nadal. Nagle światło zamigotało i zgasło. Lekką poświate dawał teraz jedynie księżyc. Winda staneła. Kasia poczuła, że jest jej słabo zaczeła wrzeszczeć, jednak po chwili upiór zasłonił jej usta ręką. Nie maiłą siły sie bronić czekała tylko co sie stanie. Potwór ppowiedział do jej ucha: " Co powiesz na śmieć w Halloween ? ". Kasia krzykła jednak zostało to stłumione przez ręke bandyty. I wtedy poczuła ten zapach. Tak przypominał jej coś taki sam czuła przytulając się do swojego chłopaka. Resztką sił odepchneła go i powiedziała: " Bartek dlaczego ? ". Nie zdążyła się dowiedzieć dostała nożem w brzuch. Nastepnego dnia odnaleziono zwłoki młodej dziewczyny uwięzionej w windzie z nożem w ręku . Myślano , że popełnila samobójstwo .
Ania 2007-08-09
Pewnej nocy Ania nie mogła zasnąć z powodu panującej burzy bardzo się bała maiała dopiero 7lat.Mama gdy się bała śpiewała jej piosenki więc Ania zaczęła śpiewać do momentu aż z hukiem otwarło się okno.Wstała trzęsąc się i zamkła okno.Gdy położyła się do łóżka usłyszała głoś:JESTEM TU...NIE UCIEKNIESZ MI JUŻ...Ania zaczęła płakać.Nagle ktoś a raczej coś złapał o ją za nogi zaczęła głośno krzyczeć.To coś się odezwało:NIE KRZYCZ I TAK CIĘ NIKT NIE USŁYSZY TWOI RODZICE NIE ŻYJĄ PRZYSZEDŁ CZAS I NA CIEBIE!!!Ania przed śmiercią zdołała jeszcze zobaczyć "to coś" .To coś wisiało w powietrzu,miało na sobie czarną pelerynę a conajważniejsze nie miało twarzy...Na następny dzień babcia Ani znalazła ciało jej i jej rodziców przybite gwoździami do ściany w salonie a nad nimi było napisane krwią:TO JEST ZEMSTA!!!Okazało sie że przed laty mieszkał w tym domu psychopata który zabijał i eksperymentował na kobietach różne sytuacje...
Nakarm mnie... 2007-07-15
Pewnego pochmurnego dnia mały Janek siedział na strychu i szperał w pudłach z pamiątkami. Nagle zobaczył małego pieska-robota. Wyglądał on strasznie miała wielkie oczy i ostre kły, ale Janek, jak to małe dzieci ciekawe, nie mógł się oprzeć i wziął go do ręki. W jednej chwili ślepia pieska zaczęły się mienic we wszystkich kolorach, a on usłyszał tylko dwa słowa: NAKARM MNIE, a potem znikł. Rodzina małego Janka szukała go długo, ale ciała nie odnaleziono. Po tym zdarzeniu rodzice Janka wyprowadzili sie z tamtad. Dom długo stał pusty, aż do pewnego momentyu, gdy wprowadziło się do niego małżeństwo z dzieckiem, mała Gosią. Gosia juz po kilku dniach znała wszystkie zakamarki domu oprócz jednego STRYCHU. Więc postanoiła tam zajrzec. te miejce nie było wcale niezwykłe. Ale wzrok dziewczynki zatrzymał się na pewnej zabawce, był to piesek. Dziewczynka bez wahania podeszła i wzięła go na ręce. A wnet rozległo sie NAKARM MNIE......
Posąg 2007-07-15
Arielka mieszkała od niedawna w Lakemond,miała 15 lat i żadnych przyjaciół.Właśnie były wakacje.Jej mama artystka,rzeźbiła piękne posągi i rzeźby.W niedzielę wyrzeźbiła prześliczny posąg mężczyzny trzymającego kij w ręce i wyglądającego jak mnich.I od tego czasu w domu zaczęły się dziać dziwne rzeczy...Mama w poniedziałek stwierdziła,że opony w samochodzie są...przedziurawione,więc poszła na autobus.Miał być o 8:30,a mama czekała już z jakieś pół godziny.O 9:20 już miała iść,gdy nagle zatrzymał się czarny samochód.Wysiadł z niego mężczyzna i zapytał: -Podwieźć? -Tak,proszę,niech pan pojedzie do miasta. -Oczywiście-uśmiechnął się. Jechali dłuższy czas,a mężczyzna coraz bardziej wydawał jej się znajomy,nie zaprzątała sobie tym głowy.Nagle ją zagadnął: -Ile godzin tu pani będzie pracować? -Jakieś 6 godzin-odpowiedziała. -To ja może po panią przyjadę? -Jak pan chce. Zatrzymał sie na miejscu,podziękowała mu i poszła do pracy. W tym samym czasie Arielka oglądała film,jadła popcorn i popijała Coca Colą,tata poszedł do baru na piwo,więc została sama.Obejrzała film i poszła do łazienki,stojąc przed lustrem,usłyszała pisk opon.Nie było to nic szczególnego,robiła sobie makijaż.Przez chwile zdawało jej się,że słyszy kroki na schodach,pomyślała że jej tata wrócił i krzyknęła: -Tato!Co tak wcześnie? Cisza. -Tatoooo!!!-krzyknęła. I nagle usłyszała trzask drzwi. -Tato to ty?-spytała przestraszona. -Boże święty.-zaszeptała. Kroki było słychać coraz głośniej,po cichu weszła do prysznica i zamknęła się. Lekkie skrzypnięcie drzwi,ktoś ustał przed łazienką,widać było przerażajacy cień.Postać weszła do łazienki.Dziewczna zaczęła się drzeć.Już nie mogła wytrzymać.Postać szybko się odwróciła i uśmiechnęła się: -A,tu jesteś. -Zostaw mnie!!!!-krzyczała. Nagle woda z prysznica zaczęła lecieć,wrzątek,który okropnie parzył jej skórę. Mama Arielki szła do miejsca w którym już czekał nieznajomy mężczyzna.Trochę ją zdziwiło,że jest cały mokry.Dojechali. Stanęła jak wryta.To co zauważyła,że mężczyzna i ten posąg wyglądali tak samo,a na dodatek ten posąg był mokry!Zaniepokojona weszła do domu: -Córeczko!Wróciłam! Weszła do łazienki i krzyknęła.Cała biała łazienka była w krwi,a zwłoki jej córki leżały w prysznicu całe poparzone,bez głowy,rąk i nóg.Stała i nie wiedziała co robić.Usłyszała skrzypnięcie podłogi za sobą.Poczuła lekki oddech.Spytała tylko: -Czemu? Dzisiaj w miasteczku Lakemond zginęła pani Salivan,z 15-letnią córką Arielką, Obie zostały zamordowane, Ciało dziewczynki było poparzone, nogi,ręce i głowa poodcinane. Ciało pani Salivan było porozcinane i pokrojone.Pan Salivan wyjechał z Lakemond. Całe miasteczko jest w szoku Wszyscy się dziwili czemu posąg przed domem państwa Salivan jest cały we krwi...
Hallowen 2007-07-15
Był to późny październikowy wieczór ( Halloween ) i 16 - letnia Kasia bardzo się spieszyła do domu. Zawsze wracała przez cmentarz ale tym razem nie swieciła sie żadna latarnia z powodu braku prądu. Kasia nie była osobą, która by się bała jakichkolwiek ludzi a tym bardziej postaci z horrorów. Idąc samotnie przez cmentarz rozmyslała o tym co przed chwilą się stało- o tym, że zerwała ze swoim chłopakiem. Chciała już dawno to zrobić ostatnio dziwnie się zachowywał nie wiedziała dlczego. Idąc tak zamyślona ockneła się słysząc dźwięk telefonu. Na wyświetlaczu swojej komórki zobaczyła dziwny numer jednak odebrała: -Słucham Odezwał sie dziwny głos -Bardzo dobrze że słuchasz. Niedługo czeka Cię niespodzianka. Po chwili słychać było tylko sygnał zakończonej rozmowy. Dziewczyna nie wiedziała co ma o tym mysleć. Szła jednak tak jak miała iść do domu. Nagle poczuła, że ktoś ją łapie za szyję. Zdążyła tylko krzyknąć Obracając sie zobaczyła, że to jest jej przyjaciółka Ania. -Ale mnie przestraszyłaś co ty tu robisz o tak późnej porze zapytała ze zdziwieniem Kasia -Ide do domu. Wracam od Łukasza -Ja byłam u Bartka chłopaka właśnie z nim zerwałam -Ale dlaczego?- zapytała ze zdziwieniem przyjaciółka -Długo by opowiadać musze już lecieć starzy mnie zabiją-odpowiedziała Kasia i pobiegła w stonę domu Idąc tak sobie poczuła, że ktoś ją obserwuje. Kiedy się obróciła zobaczyła tylko rozchichotane przebrane dzieci idące do sąsiedniego budynku. W końcu jest halloween pomyslała i ruszyła w strone domu. Kiedy śmiechy dzieci już ucichły nadal nie opuszczało ją uczucie, że ktos na nia patrzy. Szybko obróciła głowę jednak nadal nie zobaczyła nic prócz pustej alejki bardzo ciemnej z powodu braku prądu. Kasia postanowiła iść szybciej. Wyobraziła sobie, że jakiś gwałciciel chce ją zaciągnąć do pobliskich krzaków. Jej wyobraźnia pracowała na zwiększonych obrotach. Zganiła się w duchu: " Co ja wygaduje ?! ". Szła dalej tym razem echo jej kroków stawało się szybsze. Kiedy była juz blisko domu odtchneła z ulgą. W świetle ksieżyca dostrzegła dziwny napis na ścianie własnego budynku: " Co powiesz na smierć w Halloween ? ". Kasia teraz była przerażona staneła jak wryta nie wiedziała co ma zrobic. Biegla ile sił do domu. Biegnąc przez ciemny korytarz klatki schodowej zapomniała, że nie ma prądu i windy takze nie będą działać. Pomyślała: Jak mam się dostać na dziewiąte piętro ?! Nie mogę przeciez iść po schodach ". Nagle światło sie zapaliło. Bohaterka uszczęśliwiona, że teraz nic nie może jej się stać pobiegła do windy. Zobaczyła tam postać stojącą do niej tyłem zapewne czekającą na windę. Pomyślała że to kolejny przebieraniec. Winda szybko przyjechała .Kasia weszła do niej jako pierwsza a za nia tajemnicza postać. Ncisneła swoje piętro a postać nie nacisneła żadnego przycisku. Winda ruszyła wolno zgrzytając. Przebieraniec wolno sie obrócił. Dopiero teraz kasia zobaczyła że ma w ręku ostry nóż. Poczuła, że nie ma dokąd uciec ale winda jechała nadal. Nagle światło zamigotało i zgasło. Lekką poświate dawał teraz jedynie księżyc. Winda staneła. Kasia poczuła, że jest jej słabo zaczeła wrzeszczeć, jednak po chwili upiór zasłonił jej usta ręką. Nie maiłą siły sie bronić czekała tylko co sie stanie. Potwór ppowiedział do jej ucha: " Co powiesz na śmieć w Halloween ? ". Kasia krzykła jednak zostało to stłumione przez ręke bandyty. I wtedy poczuła ten zapach. Tak przypominał jej coś taki sam czuła przytulając się do swojego chłopaka. Resztką sił odepchneła go i powiedziała: " Bartek dlaczego ? ". Nie zdążyła się dowiedzieć dostała nożem w brzuch. Nastepnego dnia odnaleziono zwłoki młodej dziewczyny uwięzionej w windzie z nożem w ręku . Myślano , że popełnila samobójstwo
Jakie istnieja demony??? 2007-07-15
BAEL - Pierwszym glównym duchem jest król rzadzacy wschodem, nazywany Baelem. Potrafi on sprawic, ze jest sie niewidzialnym. Wlada 66 legionami duchów piekielnych. Przyjmuje rózne ksztalty, czasem jest kotem, czasem ropucha, czasem czlowiekiem, a równie czesto wszystkimi trzema. Glos ma chrapliwy. Ten, kto go wzywa, powinien miec ze soba jego znamie na lamenie. Inaczej, duch ten moze mu sie nie podporzadkowac. ----AGARES - Drugim duchem jest ksiaze, nazywany Agreasem lub Agaresem, znajdujacy sie pod zwierzchnictwem wschodu. Jego wyglad sprawia mile wrazenie, mimo ze ukazuje sie pod postacia starego meza ujezdzajacego krokodyla i trzymajacego krogulca na piesci. Dzieki nim potrafi zmieniac bieg wydarzen i sprowadzac uciekinierów. Naucza wszystkich jezyków. Potrafi niszczyc duchowe i doczesne godnosci oraz wywolywac trzesienia ziemi. Niegdys nalezal do chóru cnót. Rozporzadza 31 legionami duchów. Ten, kto go wzywa, powinien miec ze soba jego znamie lub pieczec na lamenie. Inaczej, duch ten moze mu sie nie podporzadkowac. ----WASSAGO - Trzecim duchem jest potezny pralat, majacy te sama nature, co Agares. Nazywa sie Wassago. Jest to dobry duch, którego zadaniem jest mówienie o rzeczach przeszlych i tych, które dopiero nastapia. Zajmuje sie takze odkrywaniem rzeczy ukrytych i zagubionych. Rzadzi 26 legionami duchów. Oto jego pieczec. ----SAMIGINA lub GAMIGIN - Czwartym duchem jest Samigina, wielki markiz. Ukazuje sie pod postacia konika lub osiolka, a na rozkaz mistrza moze przyjac ludzkie ksztalty. Przemawia ochryplym glosem. Wlada 30 legionami istot piekielnych. Rozprawia o naukach wyzwolonych i pokazuje martwe dusze osób, które umarly w grzechu. Przyzywajacy go powinien miec ze soba jego pieczec, etc. ----MARBAS - Piatym duchem jest Marbas. Jest on wielkim przywódca. Pojawia sie najpierw pod postacia wielkiego lwa, lecz na rozkaz mistrza moze przyjac ludzki ksztalt. Mówi o rzeczach ukrytych i trzymanych w tajemnicy. Sprowadza choroby i je leczy. Ponadto, obdarza wielka madroscia i wiedza na temat mechaniki i w rozmaity sposób przeobraza ludzi. Rzadzi 36 legionami duchów. Nalezy miec ze soba te jego pieczec. ----VALEFOR - Szóstym duchem jest Valefor. Jest on poteznym ksieciem, który ukazuje sie pod postacia lwa z glowa ryczacego osla. Jest to dobry duch pomocniczy, który niestety czasami sprowadza swoich patronów na sciezke kradziezy. Rzadzi 10 legionami duchów. Nalezy miec ze soba jego pieczec i to niezaleznie od tego, czy chce sie miec w nim swego ducha pomocniczego. ----AMON - Siódmym duchem jest Amon. Jest to bardzo potezny i najsurowszy z markizów. Ukazuje sie pod postacia wilka z ogonem weza. Rzyga ogniem. Na rozkaz maga moze przyjac postac czlowieka z glowa przypominajaca leb kruka z duzymi klami. Moze tez po prostu wygladac jak czlowiek z glowa kruka. Zna tajemnice przeszlosci i przyszlosci. Wywoluje wendette i godzi poróznionych przyjaciól. Rzadzi 40 legionami duchów. Nalezy miec ze soba te jego pieczec, etc. ----BARBATOS - Ósmym duchem jest Barbatos. Jest on wielkim ksieciem, który pojawia sie, gdy slonce znajduje sie w znaku Strzelca. Towarzysza mu zawsze czterej szlachetni królowie i oddzialy wojska. Obdarza darem rozumienia spiewu ptaków i glosu innych stworzen, jak na przyklad szczekania psów. Wie w jaki sposób odnalezc skarby ukryte przez magów i zlamac nalozona nan klatwe. Niegdys nalezal do chóru cnót i jeszcze cos z tego w nim pozostalo. Zna przeszlosc oraz to, co ma sie dopiero zdarzyc. Potrafi godzic przyjaciól oraz ludzi wladzy Wlada 30 legionami duchów. Nalezy miec ze soba te jego pieczec, która sklania go do posluszenstwa. ----PAJMON - Dziewiatym duchem w tym porzadku jest Pajmon, wielki król i wierny sluga LUCYFERA. Ukazuje sie pod postacia czlowieka siedzacego na wielbladzie ze skrzacym sie drogimi klejnotami diademem na glowie. Kroczy przed nim legion duchów, zlozony z ludzi z trabkami, pieknie brzmiacymi cymbalami oraz innymi instrumentami muzycznymi. Posiada tubalny glos, którym grzmi na powitanie. Trudno go zrozumiec, jesli nie zmusi sie go do wyraznego mówienia. Zna sie na wszystkich sztukach i naukach oraz innych sprawach tajemnych. Moze objawic tajemnice ziemi oraz sekret jej spoczywania na wodzie. Naucza tego, czym jest umysl i gdzie sie on znajduje. Mozna dowiedziec sie od niego wszystkiego na temat kazdej dowolnej rzeczy. Rozdaje i potwierdza zaszczyty. Podporzadkowuje magowi kazda wybrana przez niego rzecz i osobe. Rozporzadza dobrymi duchami pomocniczymi, które moga nauczyc maga róznych sztuk. Nalezy go wypatrywac na zachodzie. Pochodzi z chóru panowan. Rozporzadza 200 legionami duchów, czesc z nich jest aniolami, czesc jest potegami. Jesli sie chce go przywolac, trzeba mu zlozyc cos w ofierze. Pojawi sie wtedy w towarzystwie dwóch królów, LABALA i ABALIMA, a takze innych poteg i 25 legionów. Podlegle im duchy nie zawsze musza im towarzyszyc, chyba ze taka jest wola maga. Ten, kto go wzywa, powinien miec ze soba jego znamie na lamenie, etc. ----BUER - Dziesiaty duch to Buer, wielki przywódca. Ukazuje sie pod postacia strzelca, wtedy gdy slonce znajduje sie w tym znaku. Naucza filozofii natury, filozofii moralnej, logiki, a takze wlasnosci wszystkich ziól i roslin. Przywraca zdrowie chorym. Rzadzi 50 legionami duchów. Ten, kto go wzywa, powinien miec ze soba jego znamie na lamenie, jesli chce go podporzadkowac sobie. ----GUSJON - Jedenasty duch w tym porzadku to wielki, silny ksiaze o imieniu Gusjon. Wyglada jak ksenopilus (niebieskoglowe stworzenie o zdeformowanej czaszce). Opowiada o zdarzeniach, które mialy miejsce, które wlasnie sie tocza i które dopiero sie zdarza. Potrafi odpowiedziec na kazde pytanie. Godzi zwasnionych przyjaciól. Rozdaje zaszczyty i godnosci. Wlada 40 legionami duchów. Oto jego pieczec, która nalezy miec ze soba. ----SYTRI - Dwunasty duch to Sytri, wielki pralat. Ukazuje sie magowi jako postac z glowa leoparda i skrzydlami gryfa, lecz na jego rozkaz przyjmuje piekny, ludzki ksztalt. Rozpala namietnosc kobiet do mezczyzn i mezczyzn do kobiet. Potrafi naklonic ich do rozebrania sie. Rzadzi 60 legionami duchów. Oto jego pieczec, która nalezy nosic przed soba jako lamen. ----BELET - Trzynasty duch nazywany jest Beletem (badz Byletem). Jest to potezny, przerazajacy król, który ujezdza bladego konia przy odglosach trabek i innych instrumentów muzycznych. Na pierwszy rzut oka, sprawia wrazenie bardzo gniewnego, sprawdzajac tym samym odwage egzorcysty. Zwyciesko z tej próby mozna wyjsc tylko trzymajac w dloni leszczynowa rózdzke. Nalezy skierowac ja na poludnie i na wschód, zakreslic nia trójkat za kregiem, a nastepnie odpowiednimi zakleciami zmusic go, by zajal w nim miejsce. Jesli jednak duch ów nie wstapi do trójkata, nalezy powtórzyc zaklecia, a wtedy z pewnoscia stanie sie posluszny i zajmie miejsce w trójkacie, gotów spelnic rozkazy egzorcysty. Nalezy jednak pamietac o tym, by odnosic sie do niego z szacunkiem naleznym wielkiemu królowi i zawsze dotykac twarz srebrnym pierscieniem znajdujacym sie na palcu srodkowym lewej reki, podobnie jak to sie czyni w obecnosci AMAYMONA. Ten wielki król Belet moze obdarzyc maga miloscia tak mezczyzny, jak i kobiety, przez dowolny okres czasu. Pochodzi z chóru mocy i rzadzi 85 legionami duchów. Oto jego szlachetna pieczec, która nalezy miec ze soba podczas tej operacji magicznej. LERAJE lub LIRAJKA - Czternasty duch nazywa sie Leraje badz Lirajka i jest bardzo poteznym markizem, ukazujacym sie pod postacia lucznika ubranego w zielen, trzymajacego luk i kolczan. Wywoluje wszystkie wielkie potyczki i bitwy, bedac tez odpowiedzialnym za szybkie gnicie ran po strzalach z luku. Dlatego tez zwiazany jest ze znakiem Strzelca. Rzadzi 30 legionami. Oto jego pieczec, etc. ----ELIGOS - Pietnastym duchem w tym porzadku jest Eligos, wielki ksiaze, który ukazuje sie pod postacia przystojnego rycerza, dzierzacego lance, sztandar i weza. Odnajduje ukryte rzeczy i zna sie na przyszlosci. Dysponuje tez wiedza na temat wojen oraz gromadzenia zolnierzy. Odpowiedzialny jest za milosc wladców i znanych osobistosci. Rzadzi 26 legionami duchów piekielnych. Oto zas jego pieczec, której jest posluszny ----ZEPAR - Szesnastym duchem jest Zepar. Jest on wielkim ksieciem. Ukazuje sie w czerwonej postaci i zbroi, przypominajac zolnierza. Jego zadaniem jest rozpalanie w kobietach milosci do mezczyzn oraz podtrzymywanie w nich tej milosci. Potrafi ich takze rozlaczac. Rzadzi 26 legionami duchów piekielnych. A oto jego pieczec, której jest posluszny, gdy ja tylko zobaczy, etc. ----BOTIS - Siedemnastym duchem jest Botis, wielki przywódca i hrabia. Ukazuje sie magowi pod postacia ohydnej zmii, lecz na jego rozkaz przyjmuje ludzka postac z duzymi zebami i dwoma rogami, dzierzaca w dloni blyszczacy, ostry miecz. Opowiada o dawnych wydarzeniach i tych, które dopiero nastapia. Godzi dawnych przyjaciól i wrogów. Wlada 60 legionami duchów. Oto jest jego pieczec, etc. ----BATHIN - Osiemnastym duchem jest Bathin. Jest on poteznym i silnym ksieciem. Ukazuje sie pod postacia silnego mezczyzny z ogonem weza, siedzacym na plowym [koniu?]. Zna sie na ziolach i kamieniach szlachetnych. Potrafi przemieszczac ludzi z jednego miejsca na inne. Rzadzi 30 legionami duchów. Oto jest jego pieczec, która nalezy miec ze soba, etc. ----SALLOS - Dziewietnastym duchem jest Sallos (badz Salios). Jest on wielkim, poteznym ksieciem, który ukazuje sie pod postacia dzielnego zolnierza ujezdzajacego krokodyla, z ksiazeca korona na glowie. Mimo tych wszystkich pozorów, ma on spokojny charakter. Rozpala w kobietach milosc do mezczyzn, a w mezczyznach milosc do kobiet. Rzadzi 30 legionami. Oto jego pieczec, etc. ----PURSON - Dwudziestym duchem jest Purson, wielki król. Jego postac przypomina czlowieka z lwia twarza, trzymajacego w reku niebezpieczna zmije i dosiadajacego niedzwiedzia. Poprzedza go glos trabek. Odkrywa rzeczy ukryte, a nawet skarby. Zna przeszlosc, terazniejszosc i przyszlosc. Moze przyjmowac postac ludzka badz eteryczna. Odpowiada poprawnie na pytania dotyczace wszystkich spraw ziemskich, w tym równiez tych, które wiaza sie z tajemnica i boskoscia oraz stworzeniem swiata. Przynosi ze soba dobre duchy opiekuncze, a pod jego wladaniem znajduje sie 22 legionów duchów. Czesc z nich przynalezy do chóru cnót, pozostale do chóru tronów. Oto jego znak, pieczec, znamie, któremu jest ulegly. Nalezy miec go ze soba w trakcie dzialania, etc. ----MARAKS - Dwudziestym pierwszym duchem jest Maraks. Jest on wielkim hrabia i przywódca. Pojawia sie pod postacia wielkiego byka z ludzka twarza. Jego zadaniem jest nauczanie astronomii i wszelkich nauk wyzwolonych. Dostarcza tez dobrych duchów opiekunczych. Obdarza madroscia i wiedza na temat ziól i kamieni szlachetnych. Rzadzi 30 legionami duchów. Oto jest jego pieczec, która nalezy miec ze soba, etc. ----IPOS - Dwudziestym drugim jest Ipos. Jest on hrabia i poteznym pralatem. Ukazuje sie pod postacia aniola z glowa lwa, gesimi stopami i zajeczym ogonem. Zna sie na tym, co bylo, jest i bedzie. Obdarza ludzi polotem i zuchwaloscia. Rzadzi 36 legionami duchów. Oto jest jego pieczec, która nalezy nosic, etc. ----AIM - Dwudziestym trzecim duchem jest Aim. Jest on wielkim, silnym ksieciem. Ukazuje sie pod postacia bardzo przystojnego mezczyzny z trzema glowami. Pierwsza z nich przypomina weza, druga czlowieka z dwiema gwiazdami na czole, a trzecia ciele. Dosiada zmii, dzierzac w reku glownie, która podpala miasta, zamki i wielkie place. Obdarza wielka inteligencja i daje poprawne odpowiedzi na pytania dotyczace spraw prywatnych. Rzadzi 26 legionami duchów piekielnych. Oto jest jego pieczec, która nalezy nosic, etc. ----NABERIUS - Dwudziestym czwartym duchem jest Naberius. Jest to najodwazniejszy z markizów, który ukazuje sie pod postacia czarnego zurawia, krazacego wokól kregu. Przemawia ochryplym glosem. Obdarza elokwencja we wszystkich sztukach i naukach, szczególnie zas w retoryce. Przywraca utracone zaszczyty i honory. Rzadzi 19 legionami duchów. Oto jest jego pieczec, która nalezy nosic, etc. ----GLASJA-NABOLAS - Dwudziestym piatym duchem jest Glasja-Nabolas. Jest on poteznym przywódca i hrabia. Ukazuje sie pod postacia psa ze skrzydlami gryfa. Naucza bardzo szybko wszystkich sztuk i nauk. Jest odpowiedzialny za przelew krwi i ludobójstwo. Zna sie na przeszlosci i przyszlosci. Moze sprowadzac milosc przyjaciól, jak i nieprzyjaciól. Moze obdarzyc czlowieka darem niewidzialnosci. Pod jego wladaniem znajduje sie 36 legionów duchów. Oto jest jego pieczec, etc. ----BUN, badz BIM - Dwudziestym szóstym duchem jest Bun (badz Bim). Jest to silny, wielki i potezny ksiaze. Pojawia sie pod postacia smoka z trzema glowami, jedna przypominajaca psa, druga przypominajaca gryfa i trzecia jakby ludzka. Wyslawia sie dostojnie i stosownie. Przenosi trupy i gromadzi duchy na nagrobkach. Obdarza ludzi bogactwem, madroscia i elokwencja. Na zadanie, dostarcza prawdziwych odpowiedzi. Rzadzi 30 legionami duchów. Oto jest jego pieczec, której jest posluszny. Ma tez druga pieczec (która jest tak naprawde pierwsza, choc gorsza od poprzedniej). ----RENOWE - Dwudziesty siódmy duch to Renowe. Pojawia sie pod postacia potwora. Znakomicie uczy sztuki retoryki. Ponadto dostarcza dobrych sluzacych, znajomosci jezyków obcych oraz lask ze strony przyjaciól i wrogów. Jest markizem i wielkim ksieciem, a pod jego dowództwem znajduje sie 19 legionów duchów. Oto jest jego pieczec, etc. ----BERYT - Dwudziestym ósmym duchem kolejno okielznanym przez Salomona jest Beryt. Jest on poteznym, wielkim i straszliwym ksieciem, znanym tez pod dwoma innymi imionami, jakie nadali mu ludzie w dawnych czasach. Niektórzy zwali go Bealem, inni zas Bofrim (badz Bolfrim). Ukazuje sie pod postacia zolnierza w czerwonym ubraniu, jadacym na koniu i majacym na glowie korone ze zlota. Mówi prawde na temat przeszlosci, terazniejszosci i przyszlosci. Przyzywajac go, nalezy poslugiwac sie pierscieniem, jak to wczesniej opisalismy w przypadku postepowania z Beletem. Przemienia wszystkie metale w zloto. Obdarza zaszczytami. Przemawia bardzo czystym, delikatnym glosem. Jest tez wielkim lgarzem i nie nalezy mu ufac. Rzadzi 26 legionami duchów. Oto jego pieczec, etc. ASTAROT - Dwudziesty dziewiaty duch to Astarot. Jest to potezny, silny ksiaze. Ukazuje sie pod postacia szpetnego aniola, który dosiada bestie piekielna o wygladzie smoka i dzierzy zmije w prawej rece. Za zadna cene nie wolno dopuszczac go zbyt blisko, poniewaz jego smrodliwy oddech moze zniszczyc wech. Dlatego wlasnie mag musi trzymac pierscien magiczny tuz przy swej twarzy, który uchroni go przed tym nieszczesciem. Astarot dostarcza poprawnych odpowiedzi na pytania dotyczace przeszlosci, terazniejszosci i przyszlosci. Potrafi odkryc kazda tajemnice. Na rozkaz moze opowiedziec o upadku duchów i o przyczynach wlasnego upadku. W cudowny sposób potrafi uczynic ludzi bieglymi we wszystkich naukach wyzwolonych. Rzadzi 40 legionami duchów. Ten, kto go wzywa, powinien miec ze soba jego pieczec na lamenie. Inaczej, duch ten moze mu sie nie podporzadkowac. ----FORNEUS - Trzydziestym duchem jest Forneus. Jest to potezny i wielki markiz, który pojawia sie pod postacia wielkiego potwora morskiego. W cudowny sposób potrafi uczynic ludzi bieglymi w sztuce retoryki. Przynosi czlowiekowi dobre imie oraz znajomosc i rozumienie jezyków. Sprawia, ze jest sie uwielbianym, tak przez przyjaciól, jak i wrogów. Rzadzi 29 legionami duchów, czesciowo ze sfery tronów, czesciowo zas ze sfery aniolów. Oto jest jego pieczec, która nalezy ze soba nosic, etc. ----FORAS - Trzydziestym pierwszym duchem jest Foras. Jest on poteznym przywódca, który przyjmuje postac silnego mezczyzny. Obdarza czlowieka znajomoscia wlasciwosci ziól i kamieni szlachetnych. A takze naucza logiki i etyki we wszystkich ich aspektach. Na zyczenie, moze uczynic czlowieka niewidzialnym, dlugowiecznym i elokwentnym. Odnajduje skarby i rzeczy zagubione. Rzadzi 29 legionami duchów. Oto zas jego pieczec, która nalezy nosic ze soba, etc. ----ASMODAY - Trzydziestym drugim duchem jest Asmoday, zwany tez Asmodajem. Jest on wielkim królem, silnym i poteznym. Ma trzy glowy. Jedna z nich to glowa byka, druga to glowa czlowieka, trzecia to glowa barana. Ma tez ogon weza, a z jego ust tryskaja plomienie. Jego stopy maja blony jak u gesi. Siedzi na piekielnym smoku i dzierzy w dloni lance ze sztandarem. Jest on wybrancem AMAYMONA, kroczac przed innymi w jego orszaku. Jesli chce sie go przywolac, nalezy to uczynic z dala i twardo stac na nogach z odslonietym kapturem. W przeciwnym razie latwo byc zwiedzionym przez AMAYMONA. A gdy juz zobaczy sie postac Asmodaya, trzeba zawolac go po imieniu, pytajac: "Czy jestes Asmadoyem?". On zas nie zaprzeczy i powolutku skloni sie do ziemi. Asmoday dostarcza pierscieni magicznych. Naucza tez sztuk arytmetyki, astronomii, geometrii oraz wszelkich rzemiosl. Gdy mu sie rozkaze, odpowiada dokladnie na kazde pytanie. Uczy jak stac sie niewidzialnym. Pokazuje gdzie sa ukryte skarby. Potrafi tez je strzec. Wlada 72 legionami duchów piekielnych AMAYMONA. Oto jest jego pieczec, która nalezy nosic na piersi jako lamen, etc. ----GAAP - Trzydziestym trzecim duchem jest Gaap. Jest on wielkim przywódca i poteznym pralatem. Pojawia sie, gdy slonce znajduje sie w któryms z poludniowych znaków. Przyjmuje ludzka postac i kroczy przed czterema wielkimi, poteznymi królami, jakby byl ich przewodnikiem na drodze. Jego zadaniem jest pograzanie ludzi w nieprzytomnosci i niewiedzy. Tym niemniej, moze ich równiez nauczyc filozofii i wszystkich nauk wyzwolonych. Wywoluje milosc i nienawisc. Uczy metod konsekracji tego, co nalezy do królestwa jego pana i wladcy, AMAYMONA. Pomaga w zabieraniu innym magom ich duchów opiekunczych. Zna sie na przeszlosci, terazniejszosci i przyszlosci. Na rozkaz egzorcysty, moze go szybko przeniesc z miejsca na miejsce. Wlada 66 legionami duchów, a nalezal kiedys do chóru poteg. Oto jest jego pieczec, która nalezy nosic ze soba, etc. ----FURFUR - Trzydziesty czwarty duch to Furfur. Jest on wielkim, poteznym hrabia, który pojawia sie pod postacia jelenia z plonacym ogonem. Nigdy nie mówi prawdy, chyba ze sie go do tego zmusi lub zamknie w trójkacie. Przyjmuje wtedy postac aniola i mówi ochryplym glosem. Rozpala milosc miedzy kobieta i mezczyzna. Umie rozpetac burze, huragany, sztormy i powodowac uderzenia pioruna tam, gdzie mu sie kaze. Na zawolanie opowiada o rzeczach tajnych i boskich. Wlada 26 legionami. Oto jest jego pieczec, etc. ----MARCHOSJAS - Trzydziesty piaty duch to Marchosjas. Jest on wielkim, poteznym markizem, ukazujacym sie pod postacia wilka, ze skrzydlami gryfa i ogonem weza. Pluje ogniem. Lecz z czasem, na rozkaz egzorcysty, przyjmuje ludzka postac. Jest tez dobrym wojownikiem. Nalezal kiedys do chóru panowan. Rzadzi 30 legionami duchów. Podobno wyjawil swemu wladcy, którym byl Salomon, ze po 1200 latach powróci na siódmy tron. Oto jest jego pieczec, która nalezy nosic jako lamen, etc. ----STOLAS lub STOLOS - Trzydziestym szóstym duchem jest Stolas, zwany tez Stolosem. Jest on wielkim, poteznym pralatem, ukazujacym sie pod postacia olbrzymiego kruka. Z czasem przyjmuje jednak ludzka postac. Naucza astronomii oraz wlasciwosci ziól i kamieni szlachetnych. Rzadzi 26 legionami duchów. Oto jest jego pieczec, etc. ----FENIKS - Trzydziestym siódmym duchem jest Feniks (lub Fejniks). Jest on wielkim markizem. Ukazuje sie pod postacia ptaka feniksa i przemawia glosem dziecka. Zanim pokaze sie egzorcyscie, slychac melodyjne dzwieki, które nalezy zignorowac i zmusic go do przyjecia ludzkiej postaci. Wtedy wyslawiac sie bedzie pieknie na temat wszystkich cudownych nauk. Feniks jest swietnym poeta i spelnia kazde zyczenie. Wierzy tez, ze w ciagu 1200 lat powróci na siódmy tron (tak przynajmniej powiedzial Salomonowi). Wlada 20 legionami duchów. Oto jest jego pieczec, etc ----HALFAS lub MALTHUS - Trzydziestym ósmym duchem jest Halfas, nazywany tez Malthusem (lub Malthasem). Jest on wielkim hrabia. Ukazuje sie pod postacia bociana o ochryplym glosie. Jego zadaniem jest budowanie wiezy i wyposazanie ich w bron i amunicje. Wysyla wojowników na miejsca bitwy. Rzadzi 26 legionami duchów. A oto jego pieczec, etc. ----MALFAS - Trzydziesty dziewiaty duch to Malfas. Ukazuje sie pod postacia kruka, lecz na rozkaz egzorcysty, przyjmuje ludzka postac. Dzwiek jego glosu jest chrapliwy. Jest poteznym przywódca. Buduje domy i fortece. Dostarcza wiedzy na temat mysli, zamiarów i uczynków wrogów. Przydziela duchy opiekuncze. Z checia przyjmuje ofiary, lecz równie chetnie wprowadza wówczas swojego dobroczynce w blad. Rzadzi 40 legionami duchów. A oto jego pieczec, etc. ----RAUM - Czterdziestym duchem jest Raum. Jest on wielkim hrabia, który ukazuje sie pod postacia kruka. Dopiero na zadanie maga przyjmuje ludzka postac. Zajmuje sie kradzieza skarbów z dworów królewskich i dostarczaniem ich na wskazane miejsce. Burzy miasta, pozbawia ludzi godnosci i zaszczytów, a takze opowiada o tym, co bylo, jest i bedzie. Rozpala milosc miedzy przyjaciólmi i wrogami. Nalezal niegdys do chóru tronów. Rzadzi 30 legionami duchów.
Dom Śmierci 2007-07-15
Na wzgórzu za miastem był stary dom zwany przez mieszkańców pobliskiego miasteczka „ Domem śmierci”. Nikt nie wiedział dlaczego. Praprababki znały tę legendę, ale nie żyły już od dawna. Tydzień temu wprowadziły się do tego Domu dwie przyjaciółki: Aneta i Daria. Wesołe, pełne życia dziewczyny. Do Czasu…. -Piekny dom-powiedziała Aneta- cieszę się że tu zamieszkałyśmy. -Nie spoczywaj na laurach-odpowiedziała Daria-posprzatałysmy dopiero parter, a zostało nam jeszcze pietro i strych. A TAK W OGÓLE CIEKAWE JAK TAM JEST, BO CHOC MIESZKAMY TU TYDZIEŃ TO NIE BYŁYŚMY TAM JESZCZE. Ale to przez to sprzątanie! - Chodźmy zacząć sprzątanie! Dziewczyny ostrożnie weszły po zakurzonych schodach na piętro. Weszły w ponury korytarz i na widok portretów powieszonych na ścianach zatraciły na chwilę oddech. Na pierwszym obrazie był młody mężczyzna, intelektualista z zadartym nosen i okularami w kształcie prostokąta. Pod portretem był podpis „Powieszony na kranie kuchennym, flaki na żyrandolu” Aneta poczuła że jest blada. Drugi portret przedstawiał kobietę, która wyglądała na około trzydzieści lat. W ręku trzymała dziecko. Niemowlę. Podpis głosił „Na jej oczach torturowano dziecko, zasztyletowana.” Aneta i Daria bez słów i najmniejszego szelestu zaszyły po schodach i znalazły się przed drzwiami. Były one jednak zamknięte. W panice zaczęły próbować wybić szyby. Bez skutku, najwyraźniej były pancerne. Usłyszały że z góry dobiegaja jakieś dźwięki. Zaczęły krzyczeć i wołac o pomoc. Upiorny potwór pojawił się na schodach. Umorusany we krwi z kościa zamiast nogi, a na ręcę brakowało znacznej części skóry… Zbliżał się powoli do dziewcząt. Zaczęły piszczeć uciekać i bronic się…. Ale to nie pomogło. Potwór pierwszy dorwał Darię, Aneta widziała jak upiór łapię ją i odcina jej język. Daria krzyczała a Aneta rzuciła wazonem w potwora. On jednak tylko złapał Anetę za nogę, a ta poczuła że jej kości łamia się w drobny mak, zaczęła szlochać bo ból był straszliwy,a nie mogła już pomóc Darii bo była ledwie przytomna. Sztylet uciał dłonie Darii, a upiór patrzył z upojeniem jak krew rozpływa się po pokoju. Wyciął jej oczy i w tyt Momencie Daria wrzasnęła przeraźliwie i bez sił uderzyła głowa o podłogę. Upiór podszedł do Anety i rzekł „To jest dom śmierci i ty dobrze o tym wiedziałaś!” Nieeeeeeeeee!!! –Wrzasnęła kiedy sztylet otworzył jej brzuch, krzycząc, wrzeszcząc, płacząc i umierając patrzyła jak potwór wyjmuje z niej po koleji flaki,wątrobę, serce… Dwa tygodnie później na oknie tego domu zawisła kartka „SPRZEDANE”
Tychy 2007-07-15
Pewnego razu grupa przyjaciół: Olek, Kamila, Janek, Basia i Tadek postanowili wywołać duchy. Pomysł od razu się przyjął i po dokładnych obradach seans postanowili odbyć w domu Janka. Powód był prosty: jako jedyny miał w tym tygodniu wolną chatę. Olek miał kupić świece, Kamila z Basią miały skombinować jakieś rzeczy należące do jakiś zmarłych. Tadeusz jako jedyny z paczki znał na pamięć prawidłowy sposób wywoływania duchów. Tak więc jak postanowili tak zrobili. Janek sprzątnął pokój tak, że nic w nim się nie znajdowało – prócz pięciu poduszek na których mieli siedzieć. Poustawiali wszystko dookoła i usiedli w kole. Po zapaleniu świeczek Tadek odmówił zaklęcie i wszyscy złapali się za ręce wymawiając czterokrotnie słowa ,,Umo nestria de quatrum’’ . Następnie nad rzeczami zmarłych (jakiegoś starego zegarka i porcelanowej laleczki) wyłoniła się prześwitująca postać młodej kobiety o jasnych włosach w niebieskiej sukni. Nagle twarz kobiety zaczęła się w szybkim tempie rozpadać. Zjawa spojrzała na swoje ręce i pełna wyrzutów wrzasnęła do grupy oniemiałej grupy ludzi: - Bądźcie przeklęci! W tym samym czasie się rozpadła do postaci pyłu a Basia zaczęła nagle krwawić. Powoli zaczęły się pojawiać na jej ciele rany z których obficie płynęła krew. Przerażona dziewczyna zaczęła krzyczeć. Tadka dorwało jakieś niewiadome widmo i zaczęło go powoli dusić, a na jego szyi pojawiało się odcisk sznura. Na szyi Janka pojawiła się szybko czerwona, cienka rysa a blada twarz Janka miała tępy wyraz twarzy. Gdy przerażony Olek potrząsnął przyjaciela, pytając co mu się stało głowa Janka odpadła od ciała i rozlała się od niej kałuża krwi. Żywi zostali tylko jeszcze Kamila i Olek. W jednej sekundzie z piersi Olka zaczęła tryskać krew, a w miejscu rany pojawił się nóż. Została już tylko Kamila. Z przerażeniem zauważyła, że cały pokój zalewa się wodą. Po pięciu minutach utopiła się. Gdy przyjechali z powrotem rodzice Janka zastali w jego pokoju tylko martwe ciała dzieci. Zadzwonili do ich rodziców i pogrzebali ciała pechowych wywoływaczy duchów... Pewnego razu była sobie taka jedna Justyna, która mieszkała w sierocińcu w Kaliszu. Owa Justyna nie była świadoma tego, kim byli jej rodzice, a byli oni sławni w Tychach. Była ona sama, nie pamiętała nic ze swojej wcześniejszej przeszłości i była chyba najsmutniejszą i bez żadnej nadziei dziewczynką w całym sierocińcu. Gdy pewnego razu jej grupa w szkole miała jechać na wycieczkę w góry w sercu 10-cioletniej dziewczynki obudziła się wiara, że stanie się właśnie wtedy coś niesamowitego, coś, co odmieni jej życie na zawsze... Zaś w miasteczku, od czasu ogłoszenia wycieczki w sierocińcu, zaczęło dziać się coś dziwnego. A mianowicie każda osoba która wybrała się w góry ginęła w niewiadomych okolicznościach. Może nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie KAŻDA osoba ginęła. W dodatku, o północy, gdy patrzało się w stronę gór można było czasami zobaczyć dziwne, zielone światło a zaraz po nim jaskrawo-żółte. To zjawisko trwało zaledwie trzy sekundy. Niektórzy twierdzili, że słyszeli jęki zarzynanej kobiety. W końcu przyszedł dzień upragnionej wycieczki. Dzieci zwiedzały góry, urządziły grilla itp. Ale nie stało się nic, czego oczekiwała Justyna. Powoli traciła nadzieję, że cokolwiek się wydarzy pierwszego dnia wycieczki. A ponieważ wycieczka miała trwać tylko trzy dni Justyna straciła całą nadzieję. Jednak tej nocy wydarzyło się coś tragicznego. Ludzie masowo ginęli ale nie w górach, lecz w samych Tychach. Na chodniku leżały martwe ciała przechodniów a chodniki były zalane krwią. Właśnie tej nocy po raz pierwszy nieliczni ludzie widzieli duchy Serwantesów – Lilii i Roberta. Jako młoda i zamężna dziewczyna Lilia pokochała zwykłego, ubogiego mężczyznę z wzajemnością. Jak można się domyślić, chodziło o Roberta. Jednak w szczęściu młodych przeszkodzili teściowie. Zakazali Lilii widywać się z Robertem. Jednak młodzi spotykali się. Gdy nakryto młodych przytulonych do siebie rodzice wyrzucili z domu Roberta a Lilię uwięzili w lochach. Lilia zginęła dość szybko. Nie mogła znieść więzienia. Robert usłyszawszy o śmierci swej ukochanej popełnił samobójstwo skacząc z jednego ze szczytu gór. Justyna usłyszała tą historię od pewnego górala. Nie uwierzyła. Dopiero po makabrycznym morderstwie uwierzyła o historii opowiedzianej przez górala. ,,A więc to prawda...’’ pomyślała. Postanowiła w nocy wymknąć się i zobaczyć te duchy. Tak podpowiadało jej serce – to było to coś, co miało odmienić jej życie. W nocy wymknęła się przez okno. Szła pełna strachu i obawy. Nie ujrzała nikogo więc postanowiła pójść w góry. ,,Tam na pewno będą...’’ przemkło przez jej myśl. Weszła na dużą odległość po wyznaczonej ścieżce. Gdy była już w połowie drogi na szczyt wybiła północ. Nagle obok dziewczynki pojawiło się zielone światło. To właśnie światło, które widzieli ludzie w miasteczku. W miejscu światła zjawiła się Lilia. Była przezroczysta, a jej twarz o delikatnych zarysach była z lekko zielona. Miała na oko 25 lat. Po chwili obok niej pojawiła się postać Roberta. Był to 30-letni niebieskooki chłopak o jasnych blond włosach, z przebitym tułowiem. - Jest podobna do Ciebie, Lilio. - Ale włosy i oczy ma po tobie, Robercie. Justyna stała przerażona. Duchy widząc to rzekły: - Nie zrobimy Ci krzywdy, Justyno. - Skąd wiecie, jak się nazywam?- spytała Justyna niepewna odpowiedzi. Lilia jej odparła: - Bo jesteś naszą córką, jedyną żyjącą Serwantówną. Takiej odpowiedzi Justyna się nie spodziewała. Więc to byli jej rodzice? Po krótkiej rozmowie dowiedziała się czegoś, czego nie wiedział stary góral. Lilię zamknięto w lochach z powodu nie złamania ojcowskiego zakazu. Zamknięto ją tam z powodu ciąży. Lilia urodziła Justynę w więzieniu po czym zmarła. Rodzice Lilii zakazali widywać się ojca Justyny z dzieckiem. Małą wywieźli do sierocińca w jakimś innym mieście. Robert szukał małej, jedynej pozostałości po matce. Usłyszawszy błędną wiadomość o śmierci córki rzucił się ze skał. Justyna po raz pierwszy w życiu czuła się szczęśliwa. Była z rodzicami. Dowiedziała się też, czemu zabijali ludzi. Jednak tego wam już nie zdradzę. W końcu Justyna postanowiła jedno – dołączyć do rodziców. Rzuciła się ze skały w przepaść. Do dziś można spotkać w górach duchy Lilii, Roberta oraz małej Justyny. Jednak należy się mieć na baczności – nie wiadomo co zrobią, gdy cię zobaczą....
Zamek Cedrika 2007-07-15
Weronika Grand, pewna 15-letnia dziewczyna z Poznania postanowiła na Halloween wyprawić imprezę u siebie. Po pewnym namyśle stwierdziła, że mogłaby jako główną atrakcję imprezki zrobić krótką wycieczkę w nocy do jakiegoś nawiedzonego miejsca. Uzgodniła wszystko z rodzicami. Rodzice mieli wątpliwości co do wycieczki, ale udało się ich namówić na krótki czas. Oczywiście nie odbyło się bez kłótni, protestów, błagań itp. Wreszcie, pewnego, chłodnego i ku uciesze Weroniki mrocznego dnia nadszedł czas oczekiwanego halloween. Wera nie zaprosiła dużo osób, tylko swoje trzy najlepsze przyjaciółki: Angelikę, Cecylię i Kaśkę. Imprezka trwała od 22.00. Dziewczyny bawiły się świetnie, wzajemnie straszyły i wszystko co jest typowe dla takich imprez zostało przez nie wykorzystane. Aż w końcu nadszedł czas wycieczki która zaczęła się od 23.30. Dziewczyny zawiózł ojciec Wery - miał czuwać nad bezpieczeństwem przyjaciółek. I stanęli wszyscy przed zamkiem.... Zamek wyglądał przerażająco. Dawno temu ten zamek należał do rodu szlachecko urodzonej rodziny Darensów. Legendy mówiły, że od pięciuset czterdziestu lat ( od czasu śmierci ostatniego potomka rodu ) po zamku straszy duch Cedrika Darensa - ostatniego z tego świetnego rodu. Jednak nikt nie wiedział, że duch naprawdę istnieje i że zabija (lub więzi) każdą osobę która wejdzie do zamku. Dlaczego? Kiedyś, gdy Cedrik był jeszcze małym dzieckiem, napadli na jego dom (zamek) przedstawiciele wrogiego rodu - Karianów. Doszczętnie zniszczyli dom i zabili na oczach Cedrika jego własnych rodziców. Cedrikowi udało się zbiec. Ukrył się w ciemnym zakątku zamku. Poprzysiągł zemstę. Dorósł i sam zabił Karianów. Nie kazał najmłodszym patrzeć na śmierć rodziców - nie był okrutny. Potem, gdy dopełnił krwawego mordu spisał testament, zostawił na stole, pomodlił się przez ok. 2 godziny i ugodził nożem w swoją pierś. Jego ostatnią wolą było to, aby nikt nie wchodził, ani tym bardziej nie mieszkał w zamku jego przodków. Od tamtej pory, jako duch stale chodzi po zamku i surowo karze ludzi sprzeciwiających się jego woli. Właśnie do tego zamku zmierzali nasi bohaterowie. Nieświadomi niebezpieczeństwa weszli do zamku. W budynku było pełno kurzu, pajęczyn, wszystko było już stare i zepsute. Dziewczyny były zachwycone. Nagle, gdy stanęły wraz z ojcem na środku holu z hukiem zatrzasnęły się drzwi, zaczął przeraźliwie wiać wiatr a nad Angeliką, Werą, Cecylią, Kaśką i ojcem Wery pojawiło się światło. Dziewczyny były przerażone, a ojciec Wery wrzasnął: - Dziewczyny, do drzwi! Uciekamy stąd! Nagle jakiś zimny, lodowaty głos powiedział: - Nigdzie nie pójdziecie, zostaniecie tu na zawsze! Wszyscy odwrócili się w stronę od której dobiegał głos. Przed oczami wszystkich stanął duch Cedrika który unosił się ok. pół metra nad ziemią. Przerażająco blady, prześwitujący duch blondyna o krótkich włosach w szlacheckim stroju z nożem w sercu patrzał na przerażone dziewczyny i ojca jednej z nich z dziwnym uśmiechem. - Prosiłem, aby nikt do tego zamku nie wchodził. A do tej pory kilkoro osób weszło. Także więc podzielicie los innych..... -odpowiedział duch. - Ale my nie wiedzieliśmy że sobie tego nie życzysz! Nie znamy twego testamentu ani nawet imienia! - wykrzyknęła blada i roztrzęsiona ze strachu Wera. Zabrzmiał potężny i jeżący strach w żyłach śmiech Cedrika. - To co ja mam zrobić, według ciebie, młoda damo? - upiór zapytał lekko uśmiechając się. -Puść nas wolno, proszę! Zrobimy wszystko aby...- zaczęła Wera - DOŚĆ!!!!!!- krzyknęła zjawa a wraz z jej krzykiem wszystko uniosło się do góry: zakurzone meble, nawet ludzie. Sama zjawa zaś zajaśniała potężniej i jaśniej niż słońce w porze południowej a wicher szalał rwąc drzewa z korzeniami posadzone niedaleko zamku. Nagle duch wyciągnął rękę w stronę przerażonej grupy ludzi krzyczących ze strachu. - Weronika! - gdy wezwał imię dziewczyny, ona uniosła się w górze ponad wszystkich. Siłą niepojętą przez ludzi Cedrik przybliżył do siebie ciało Weroniki. Przerażona dziewczyna zamilkła czując, jak serce podchodzi jej pod gardło. Zjawa natomiast oderwała sobie nóż wbity w pierś i z nożem w ręku zmaterializowała się przed przerażoną dziewczyną. - Nadeszła twoja godzina, Weroniko Grand! - a po chwili upiór zwrócił się do pozostałej grupki ludzi - A wy zamknijcie oczy, lepiej żebyście tego nie widzieli! Po tych słowach cisnął nożem prosto w Weronikę. Zginęła od razu. Cedrik siłą woli położył zakrwawione, martwe ciało Weroniki na bok. -Teraz wy! - i po kolei upiór zabijał tym samym nożem każdą przyjaciółkę Weroniki. Na końcu zaś zabił ojca. Gdy zabił wszystkich, zgodnie ze zwyczajem pogrzebał wszystkie ciała przyjaciółek Wery na pobliskim cmentarzu. Ojca Wery pogrzebał obok dziewczyny.
Przepowiednia 2007-07-15
Było ciepłe popołudnie. Hania spacerowała po ulicy, gdy nagle minęłaja dziwnie wyglądająca kobieta. Patrzała na nią dziwnym i ostrymwzrokiem dając do zrozumienia, że coś chce. Hania zignorowała ją i szładalej. Kobieta zaczęła za nią wołać. - Dziecko stój! – Hania zatrzymała się i odwróciła w kierunku wołającej kobiety – Mogę Ci powróżyć? – Zapytała staruszka. -Proszę bardzo, ale i tak nie wierzę w te bzdury - Zaśmiała się Hania,ale wróżka popatrzała na nią i spuściła na dół głowę chwytając rękędziewczyny. Wpatrywała się w dłoń i szeptała coś pod nosem coś, czego Hania nie potrafiła usłyszeć. - Musisz się mieć na baczności – oznajmiła po chwili – Chodzi za tobą śmierć. Wkrótce Cię dopadnie – Powiedziała. -Co proszę? Większej bzdury nie słyszałam. Dziękuję bardzo – Powiedziała Hania i wyrwała rękę, po czym szybko oddaliła się od wróżki. Wróciła dodomu 10 minut później. Mieszkała w ślicznym domku sama, gdyż nie miała dzieci ani męża. Weszła do kuchni. Spostrzegła, że zapomniała zamknąć okna. Gdy się do niego zbliżyła zobaczyła ślady na białym parapecie potem na blacie kuchennym a następnie na podłodze. Otworzyła szufladę i wyciągnęła największy nóż jaki miała pod ręką. Po czym ruszyła do dużego pokoju. Nikogo tam nie było. Potem zobaczyła sypialnię równieżnie było nikogo. Weszła do łazienki. Ze strachu upuściła nóż. Nakafelkach zobaczył napis napisany krwią ,,Odtąd wierz w przepowiednie”…Usłyszała po chwili jak tłuką się naczynia. Podniosła nóż i zbiegła po schodach do kuchni. Na krześle siedział jakiś mężczyzna. Był przodem doniej. Nie mógł mieć więcej niż 25 lat. Był śliczny, ale jego uśmiech świadczył o jego zamiarach. - Nie jesteś mądrą dziewczynką –Powiedział wstając i podchodząc do Hani. Wyciągnął jej z ręki nóż – A to,na co Ci? Myślisz, że się boję? – Powiedział i podciągnął sobie rękaw,po czym jednym ruchem ręki rozciął sobie żyły – Nie musisz się bać! – zaśmiał się – Mnie to nie boli, ponieważ ja nie żyje… - Czego ode mnie chcesz?! – Wrzasnęła Hania. - A czego ty byś chciała? – Rzekł rozwiązując jej bluzkę, która natychmiast pokryła się krwią z jego ręki– Wiesz, czego chcę? Twojej śmierci!!! – Po czym wbił nóż w brzuch Hani – Jak Ci mówi wróżka, że za niedługo umrzesz to lepiej trzymać się na baczności…. Rano, gdy Hanię odwiedzała koleżankaweszła przez otwarte drzwi. W kuchni znalazła Hanię. Leżała na ziemi.Na czole miała wycięty napis,,Lepiej wierzyć w przepowiednie” …
Klaun 2007-07-15
30 czerwca 2005r otworzono w Warszawie Szkołę Podstawową nr. 10. Odrazu do wszystkich domów zostały przysłane zaproszenia aby rodzice wysłali dzieci do tej szkoły. Szkoła chwaliła sobie wysoki poziom nauczania. Następnego dnia już przyszli chętni aby zapisać swoje pociechy. Gdy rozpoczęły się lekcje klasa 4b miała j.polski w sali 202. Była prześliczna. Podłoga była z paneli a ściany zostały pomalowane na kolor oliwkowo-zielony. Lecz jedna rzecz tam nie pasowała. Klaun. Wisiał sobie samotnie na rurze przy kaloryferze. Włosy miał rude, żółtą koszulkę i niebieskie szelki. Gdy rozpoczęła się lekcja pani zaczęła pytać uczniów o imiona a by się z nimi zapoznać. Kiedy to zrobili jeden z chłopców zapytał się, co to za klaun tam przy rurze. - Myśle że zwykły klaun,powieszono go tutaj aby dodał uroku tej sali :) - Nie podoba mi się... - Dlaczego? - Jest dziwny. - Dziecko co ty mówisz?! - Poprostu mi się nie podoba! - Nie bądź śmieszny! Właśnie dostałeś uwagę za pyskowanie do nauczyciela! Chłopiec nazywał się Marcin. Po powrocie opowiedział o tym zdarzeniu rodzicom. Bardzo ich zaniepokoiło dziwne zachowanie nauczycielki. - Dlaczego to zrobiła? - Nie mam pojęcia. - Myślę że poprostu jest przywiązana do tego klauna i nie lubi jak ktoś uważa go za dziwnego. - Może... Następnego dnia gdy marcin przyszedł do szkoły i miał język polski, klaun siedział na biurku nauczycielki. Zdziwiony tym widokiem usiadł do ławki. Lecz gdy popatrzył na ławkę to przysiągłby, że poprzedniego dnia były nowiutkie prosto ze sklepu. Dzisiaj już wyglądały przerażające, podrapane, pobrudzone... Najdziwniejsze było to, że rura od kaloryfera była oderwana. Nauczycielka popatrzyła na Marcina i mówi:"Ty! Znajdź sobie jakiegoś kolegę i remontujcie sale! Wiem, że to wy!" Chłopiec poprosił kolegę z ławki o pomoc. Zgodził się. Zostali po lekcji aby odnowić salę. Klaun został. Gdy malowali ściany lalka spadła z biurka. Lekko się przestraszyli. Kiedy skończyli swoją prace poszli do domu. W czwartek rano pierwszą lekcją była matematyka. Siedziała tam kukiełka. Ta sama co w sali 202. Po przerwie w sali od polskiego znów siedziała tam ta lalka! Chłopak komletnie nie wiedział o co chodzi! Lecz najdziwniejsze było to, że nie było ich nauczycielki. Po czym przyszedł dyrektor i powiadomił, iż pani od polskiego zrezygnowała z pracy. Na jej miesce przyszedł nowy nauczyciel. Rude włosy, żółta koszulka, niebieskie szelki... -Witam was mooi mili! -Dzień dobry. -Miło mi jestem... Piotr... tak właśnie! Nazywam się Piotr! Marcin zwariował. Przyszedł do domu. Zaczął majaczyć... Rodzice poszli z nim do psychologa. Lecz i on nie mógł mu pomóc. Musieli poprostu oddać go do zakładu. Nie było innego wyjścia... Biedny chłopak. Został zamknięty i odizolowany od świata. Rodzice go często odwiedzali. Któregoś dnia przyszedł do niego rudy mężczyzna. KIedy wychodził miał w ręku dużą torbę. Chłopiec zniknął. Zakład zamknięto. Lecz zwłoki marcina... odnaleziono. Leżał przy rzece, został uduszony a dziwne było to, że ktoś mu pomalował włosy. Na jaki kolor? Przecież dobrze wiecie...
Lalka 2007-07-15
Dzień jak co dzień. 17 letnia Lili wybrała się z matką na zakupy. Mimo tego wieku uwielbiała lalki. Na regale zobaczyła taką , bez której stwierdziła że nie wyjdzie ze sklepu. Dla jej matki była to ochydna lalka. I w sumie się nie myliła. Lalka była stara i zniszczona. Była jedyną lalkę tego typu.Budziła lęk, lecz Lili się bardzo podobała. Ze swoich ciężko zapracowanych pieniędzy Lili kupiła ją sobie do kolekcji. Po tych zakupach zaczeły się dziać w domu dziwne rzeczy. Znikanie przedmiotów i niszczenie różnych rzeczy. Po pewnym czasie zafascynowanie lalką minęło i pozostał sam strach. Główną przyczyną było to że lalka miała nastroje.... raz miała tajemniczy uśmiech innym prawdziwe łzy. Oprócz tego Lili znajdowała ją zawsze winnym miejscu niż ją zostawiła.Najczęściej tam gdzie dochodziło do dziwnych zdarzeń. Po tym wszystkim Lili postanowiła się pozbyć lalki.Najpierw wyrzuciła ją na śmietnik, ale lalka po jej powrocie ze szkoły leżała na półce z takim wyrazem twarzy jakiego jeszcze Lily nie widziała. Było to pomieszanie nienawiści z zadowloleniem. Przerażona dziewczyna powiedział o tym matce, która od początku coś przeczuwała.Wspólnie myślały jak skutecznie pozbyć się lalki. W między czasie Lilyzachorowała. Gdy córka spała, matka wpadła na pomysł spalenia lalki.Dziewczyna spała w drugim pokoju. W tym czasie kobieta wsadziła lalkę do piekarnika i powoli przyglądała się jak płonie. Wtedy usłyszała wrzaski swojej córki i w tym samym momencie w całym domu wysiadło światło. Pobiegła do pokoju córki , ale jej tam nie było. W domu zapaliło się światło. Kobieta wróciła do kuchni i otworzyła piekarnik, lecz zamiast przerażającej lalki zastała tam spalone ciało Lily. Lalki nigdy nie odnaleziono... Być może leży zakurzona na waszej półce i obmyśla zemstę..
Pensjonat pod Tasakiem 2007-07-15
Była ciemna noc, nie było widać nawet gwiazd. W przydrożnym pensjonacie zatrzymało się jedynie czworo ludzi – trójka przyjaciół i jeden starszy mężczyzna. Zatrzymali się tam z powodu burzy, ale także, dlatego, że podawane są tam dobre posiłki mięsne. Oprócz nich pracowało w pensjonacie pięcioro ludzi, kierownik, dwie pokojówki, kucharka i kelnerka. Trójka przyjaciół- Ann, Kamala i Derek siedzieli w koło siebie wsłuchując się w następne uderzenie zegara. Jest pierwsza w nocy. Jednak coś nie pozwala im normalnie usnąć. Słyszalne są jakieś przytłumione krzyki. Choć bardzo się bali, wyszli z pokoju sprawdzić, co się dzieje. W całym pensjonacie było ciemno, bo burza zerwała wszystkie kable, ale to nie zraziło ich bardziej. Szli otuleni w ciemności. W pewnym momencie zauważyli cienkie smużki promieni dochodzące z kuchni. Derek kazał dziewczynom zostać, a on sam poszedł sprawdzić, co dzieje się w kuchni. Ann i Kamala usiadły na schodach. Widok, który chłopak dojrzał wchodząc do kuchni przeraził go. Sekundę później Derek nie żył. Dziewczyny usłyszały uderzenie, po czym pobiegły do kuchni. Ann o mało, co nie zemdlała, kiedy zobaczyła leżącego mężczyznę na stole, a właściwie jego szczątki, który oprócz nich mieszkał w tym pensjonacie. Obok niego leżał Derek. Ann po chwili zwaliło z nóg uderzenie w kark. Kamala została zamordowana tasakiem. Do siódmej rano wszystko zostało posprzątane. O dziewiątej pod pensjonat podjechał samochód. Wysiadła z niego wytworna kobieta, która słysząc o przepysznych mięsnych posiłkach chciała się tu zatrzymać na kilka dni.
Starsza pani 2007-07-15
W pewnym domu żyła zamożna staruszka. Po jej śmierci, dom uznano za nawiedzony. Lewitowały tam przedmioty, było słychać jęki, ale pewne małżeństwo w to nie wierzyło i wprowadziło się tam z pięcioletnim synkiem. Minął rok od ich wprowadzenia i wszystko było w porządku. Ucichły jęki, a przedmioty przestały latać. Jednak pewnej cichej nocy, chłopczyk nie mógł zasnąć. Skorzystał z toalety i poszedł do kuchni napić się mleka. W pewnym momencie usłyszał głos ,,Chodź do mnie, chodź do mnie". Chłopiec mimo strachu, który odczuwał, poszedł za głosem. Nagle zobaczył drzwi z których dobiegał głos. Przerażenie wzbudziło w nim to, że tych drzwi nigdy tam nie było! Nagle drzwi się uchyliły i chłopiec zobaczył najgorszy widok, jaki sobie nawet nie możemy wyobrazić. Głos ugrzązł mu w gardle. Stała przed nim owa staruszka, która zmarła rok temu. To dziś była rocznica jej śmierci. Mimo tego, że minął dopiero rok, jej ciało było w okropnym stanie... Rano, rodzice znaleźli go obdartego ze skóry, a na ścianie było napisane jego krwią: Teraz uwierzcie!!
Mumia 2007-07-15
Martyna miała wtedy 14 lat. Była akurat na wakacjach z rodzicami i starszą, 19-letnią siostrą- Marzeną. Trzeciego dnia wycieczki rodzice uparli się, żeby wybrać się do muzeum archeologicznego. Był to duży, zbudowany z jasnej cegły budynek. Rodzinka weszła do środka. Wykupili bilety i ruszyli zwiedzać. Martyna w muzeum czuła się dość nieswojo. Być może dlatego, że w żadnym z pomieszczeń nie było okien. Pojedyńcze kinkiety wiszące na suficie dawały efekt półmroku. Również wystawa była dość nietypowa- woskowe figury za szklanymi gablotami przedstawiały dawnych ludzi. Martyna szła przodem- nigdy nie potrzebowała zbyt wielu czasu na oglądanie. Nagle doszła do wystawy poświęconej starożytnemu Egiptowi. Przestraszyła się trochę na widok sarkofagu i mumii, dlatego podskoczyła i odwróciła się. Nagle doszła do niej Marzena. -Marti, nie wygłupiaj się. To sztuczne - wskazała podbródkiem na mumię w bandażach, nawijając na palec kosmyk szkarłatnych, farbowanych włosów. -Uhm. Wiem - ledwie mruknęła Martyna, kiedy pogasły światła. Dziewczynka krzyknęła. Otaczała ją zupełna ciemność, usłyszała pełne zdziwienia i strachu krzyki rodziców i Marzeny. Usłyszała też trzask rozbijanego szkła i dziwny odgłos... Jakby jęk, ale nie wydała go ani Marzena, ani żadne z rodziców... Po chwili zapaliły się światła. Rodzice podbiegli do Martyny. -Wszytstko w porządku? To była tylko awaria, ale można się przestraszyć, co? - zapytał tata. -Gdzie Marzenka? - padło pytanie mamy. Chyba tylko Martyna zauważyła kosmyk szkarłatnych włosów, które wydostał się spod bandaży ,,sztucznej'' mumii za gablotą... Ale nie, rodzice także to zauważyli. Wybito szybę i wyjęto martwą już Marzenę... Odbył się pogrzeb. W nocy tegoż dnia Martyna usłyszała jęk... Taki sam, jak w muzeum... Jednak tym razem był on wypełniony wściekłością i niezadowoleniem... A więc strzeż się. Bo pewnego dnia mumia może zapukać też do Ciebie...
Wampirzyca 2007-07-15
Pewnej nocy zakochana para wybrała się na opuszczony cmentarz. Gdy chłopak zbliżył swoje usta do ust dziewczyny zobaczył, że w krzakach coś się porusza. Poszedł to zobaczyć, lecz niczego tam nie zobaczył. Po chwili kolejny raz coś zaczęło się tam poruszać. Chłopak nie wytrzymał i po raz kolejny poszedł zobaczyć co się tam kryje zostawiając swoją dziewczynę samą siedzącą na nagrobku. Gdy wraził oznajmiając, że nic tam nie ma zaskoczył go fakt, że nigdzie nie było jego dziewczyn. Na nagrobku jedynie była ogromna plama krwi, która ciągnęła się do kostnic. Drzwi do niego były otwarte. Na środku stała trumna, była stara ale jej wieko było otwarte. Chłopak spojrzał do trumny i zobaczył w niej ciało swojej dziewczyny. Na jej szyi były dwa ślady ukąszeń wampira. Tętnica dziewczyny była rozszarpana. Gdy chłopak wrócił do domu zadzwonił na policję. Jednak gdy podał imię i nazwisko dziewczyny, którą kochał policja go wyśmiała. Stwierdzili jedynie, że Anna Darlla nie żyje od prawie 50 lat. Została zabita w niewyjaśnionych okolicznościach. Zostawiono ją w trumnie w kostnicy ponieważ nikt nie chciał jej pochować
Archiwum
Rok 2014
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Statystyki
Ile osób było u mnie?
 
2654
Ile osób wie że klawiatura nie gryzie??
 
16
Kięga gości
 
1
Dyplom za udział w konkursie na naj bloga nie przeszłam już do 3 etapu ale mój 3 blog tak www.smierc-jest-cudna-straszne-historie.blog.onet.pl
Zobacz serwisy INTERIA.PL